27 kwietnia 2014

27.04.2014 Dzień, który przejdzie do historii

Kochani, dzisiaj nie będzie żadnej recenzji, nie będzie też konkursu, będzie za to refleksja. Jestem osobą wierzącą i wcale się tego nie wstydzę, a wręcz przeciwnie - jestem z tego dumna.

Dziś jest wyjątkowy dzień, dzień, w którym został wyniesiony nad ołtarze człowiek, którego nigdy w życiu nie miałam okazji poznać osobiście, a którego kocham całym sercem. Papież Polak, Jan Paweł II, Karol Wojtyła, Lolek... Osoba, która bezgranicznie kochała ludzi, a zwłaszcza młodzież, która jak sam mówił jest przyszłością świata. Chorzy, strapieni, osoby starsze wszyscy mogli znaleźć w nim oparcie. Jego słowa docierały do każdego i wierzę, że zmieniły niejednego człowieka.




Papież Miłosierdzia, Młodzieży, Rodziny..
ŚWIĘTY JAN PAWEŁ II

Właśnie w takich chwilach jestem dumna z tego,że jestem Polką.

12 komentarzy:

  1. hmmm... nie wiem czy ja mogę nazwać się wierzącą, bo to zależy od punktu widzenia. Rzadko chodzę do Kościoła, ale w młodości bywałam tam dość często. Cenię sobie mądrości JP II i bardzo go podziwiałam, to ile miał dobroci w sobie, zrozumienia, przebaczenia. Sama staram się żyć uczciwie, w zgodzie z innymi, jestem tolerancyjna, nie kradnę, nie morduje. Nie ma czego się wstydzić, że jest się osobą wierzącą, bo jeżeli ktoś się tego wstydzi to chyba nie zasługuje na miano katolika. Sama raczej tak bym się nie nazwała, bo daleko mi do wzorowego katolika. A w Kościele czegoś mi brakuje, mam wrażenie, że cała ta ceremonia jest sztuczna. Nie generalizuje, ale mam przeświadczenie, że wiele ludzi chodzi tam bo tak wypada, bo co sąsiedzi powiedzą. A ciekawa jestem ilu z nich szerzy Ewangelię poza Kościołem. Pewnie wracają do domu i robią znów to samo, żadnej zmiany, refleksji. Nie nie, nie jestem Jehową, ale czy ich postawa nie powinna być dla nas wzorem? Chodzą i szerzą tę Ewangelię po rodzinach, a Pismo Św, właśnie m.in o tym mówi. A co robią katolicy? Chodzą do Kościoła, wow też mi progres. Albo za życia JP II niektórzy nie byli ani razu na jego pielgrzymce, nawet nie słuchali relacji w radio czy tv, a czy to nie wstyd nie znać nauk głowy Kościoła skoro jest się katolikiem? Wierzę, że z Tobą jest inaczej:-) Troszkę się rozpisałam. Miłego dnia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście się rozpisałaś, ale cieszę się,że tak dokładnie nakreśliłaś swój punkt widzenia:) Powiem Ci szczerze,że swego czasu też przeżywałam taki "kościelny bunt". Było to za czasów szkolnych - podstawówka? gimnazjum? nie pamiętam, w każdym razie byłam zmęczona. Wracałam do domu ze szkoły codziennie po godz 16, bo tak mi tylko pasował autobus, jadłam szybko obiad i siadałam do nauki, bo oczywiście była tona lektur do przeczytania, pełno materiału do nauki, wypracowanie do napisania, zadania z matematyki, fizyki, chemii do odrobienia i kładłam się o 2 w nocy spać. Wstawałam o 6 rano,żeby o 7 lecieć już na autobus i codziennie to samo. W niedziele mama znowu budziła mnie o 6, żeby o godz 7 jechać autobusem do kościoła... byłam taka zmęczona,że zaczęłam się wymigiwać od tego "obowiązku", bo tak to wtedy traktowałam. Szybko jednak zrozumiałam,że bez Boga jestem pusta jak kartonowe pudełko. Zaczęłam jeździć na pielgrzymki do Lednicy, gdzie co roku słuchałam słów Jana Pawła II. Krążyły plotki,że Papież ma do "nas" przyjechać w następnym roku, niestety, nie przyjechał, zmarł.. Co do mszy - jej schemat jest taki sam od wieków, ale dużo zależy też od księdza. Od 2 lat mamy nowego księdza, jest niesamowity - każdemu poda rękę, porozmawia. Nie pisze sobie kazań, tylko wszystko mówi z głowy. Opowiada o Ewangelii, tłumaczy jak ją zrozumieć, to co mówi popiera różnymi przykładami, a to wszystko z uśmiechem na twarzy. Chętnie chodzę do kościoła, ale robię to przede wszystkim dla siebie:)

      Usuń
  2. Właśnie oglądałam przebieg z kanonizacji w tv. :) I też jestem wierząca. A dzisiejszy dzień faktycznie przejdzie do historii i cieszy mnie , że doświadczam tego.
    Jan Paweł był człowiekiem wyjątkowym. Zeby każdy chociaż w części potrafił Go nasladować, mówię też o sobie oczywiście.

    Lucynko, ceremonia w Kościele nie jest sztuczna, trwa od wieków w tej samej postaci, raczej może z czasem wydać się monotonna . Poza tym, nie idę tam dla księży, dla ludzi, idę dla siebie, odwiedzić Jezusa, Jego Matkę i pomodlić się.
    Matkę Boską po prostu kocham, tak wiele mi w życiu pomogła. Często wyobrażam sobie jak to było gdy młodziutka, w ciąży, przestraszona ale pełna wiary poddała się losowi.
    Myślę, że co nie jeden człowiek wytykał palcem.
    A potem cierpienie gdy Syn na krzyżu umierał. wyobrażam sobie jak cierpiała Matka. Nie, chyba nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Bo co innego wiedzieć, że tak było, a co innego patrzeć na cierpienie Syna . I to wszystko dla nas, Nie da się przejść obojętnie obok takiego cierpienia. Ta moja godzinka w kościele to i tak za mało.
    A ludzie są różni. Jedni lepsi, drudzy trochę gorsi ale szanować mamy każdego bo każdy na podobieństwo Boga stworzony. Tym bardziej , że każdy ma coś za "uszami" :) Jezus jest dobry, przyjmie każdego pod opiekę byle poprosić, Bądź ze mną i wspieraj mnie, trwaj przy mnie. I nie tylko w złych chwilach, przecież chce też z nami się radować gdy dobrze się wiedzie. A o tym często się zapomina .
    Osobiście twierdzę, że z Jezusem trzeba się zaprzyjaźnić i tak jak z przyjaciółką rozmawiasz o wszystkim, tak i z Nim sobie porozmawiać można, o radę poprosić, pochwalić się czyms co się udało , podziękować za to co mam... :)

    Wśród Katolików jak wszędzie , ludzie błądzą. Niestety trzeba to wziąć na bary i jakoś udźwignąć. A tak to już jest, że siebie się wybiela a u innych wszystko widzi. I co niektórzy tak niestety robią. Niejeden Katolik myśli, że jak już do kościoła chodzi to wystarczy, czuje się lepszy bo inni nie chodzą. Może z czasem dojdzie do tego, że nie tędy droga. Nie nam , ludziom oceniać. Sama też za mało robię, przyłapuję się na tym, że zawsze coś zaniedbam. Niestety refleksja przychodzi po fakcie. :) Ale po to żyjemy na tyle długo by mieć czas się poprawić :)

    Dzięki temu, że wierze, nigdy nie czuje się samotna. Wiem, że w razie czego mam Przyjaciela przy sobie. to piękne uczucie. A doskonalenie samej siebie, zrozumienie wielu spraw będzie trwało chyba aż do samego końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to napisałaś, czytałam z zapartym tchem. Masz rację,że najczęściej jest tak jak mówi stare porzekadło "jak trwoga to do Boga", zapominamy dzielić się z nim naszymi radościami. Nie możemy tylko wymagać, musimy też coś od siebie dać. Ja również oglądałam kanonizację, a wczoraj wzruszający koncert. Serce się raduje,że mamy naszego kochanego Papieża w gronie świętych:)

      Co do Matki Bożej.. sama jestem matką i mogę sobie tylko wyobrazić co Ona czuła, kiedy krzywdzili Jej Dziecko. Straszne. Jak o tym pomyślę to gęsia skóra mi wychodzi.

      Człowiek do końca będzie szukała swojej drogi. Mamy wolną wolę i to od nas zależy co wybierzemy. Ja już nie muszę się zastanawiać, wybrałam już dawno:)

      Usuń
  3. tego dnia nigdy nie zapomnę, cudownie widzieć jak świętym zostaje Ktoś, kto tak niedawno był blisko nas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do wiary,że minęło już 9lat... ja również nie zapomnę:) jesteśmy pokoleniem Jana Pawła II, a to zobowiązuje:)

      Usuń
  4. Jestem też osobą wierzącą. Oglądałam w tv mszę kanonizacyjną . To bardzo ważny dzień dla każdego z nas, ale wydaje mi się, że nie tylko dla ludzi wierzących...Każdy kto znał Papieża Polaka, nie tylko osobiście - kochał i kocha Go nadal za szerzenie w świecie: miłości, dobroci, miłosierdzia, pokory, skromności ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Nasz Papież był dla wszystkich:)

      Usuń
  5. Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi.
    I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego;
    który się począł z Ducha Świętego;
    narodził się z Maryi Panny;
    umęczon pod pontskim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion;
    zstąpił do piekłów, trzeciego dnia zmartwychwstał;
    wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego;
    stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
    Wierzę w Ducha Świętego;
    święty Kościół powszechny, Świętych obcowanie;
    grzechów odpuszczenie;
    ciała zmartwychwstanie;
    żywot wieczny.
    Amen.

    Credo in Deum (Symbolum Apostolorum)

    Credo in Deum Patrem omnipotentem, Creatorem caeli et terrae.
    et in Iesum Christum, Filium eius unicum, Dominum nostrum;
    qui conceptus est de Spiritu Sancto;
    natus ex Maria Virgine;
    passus sub Pontio Pilato, crucifixus, mortuus et sepultus;
    descendit ad inferos; tertia die resurrexit a mortuis;
    ascendit ad caelos, sedet ad dexteram Dei Patris omnipotentis;
    inde venturus est iudicare vivos et mortuos.
    Credo in Spiritum Sanctum;
    sanctam Ecclesiam catholicam, sanctorum communionem;
    remissionem peccatorum;
    carnis resurrectionem;
    vitam aeternam.
    Amen.
    To tyle na temat mojej wiary a tobie Martuś dzięki :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja w ogóle nie chodzę do kościoła i nie myślę raczej o o tym w co wierze a w co nie ale Jan Paweł II odegrał ważną rolę w życiu każdego człowieka a już na pewno Polaka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię to zdjęcie, a to że Jan Paweł II został kanonizowany to znając to jaki był to bardziej ważne jest dla nas niż dla niego, na pewno wymyślił by jakiś zabawny komentarz do tego wydarzenia:) Podziwiam go za wiele rzeczy i m.in za dystans do siebie i świetne żarty i anegdoty :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj na moim blogu. Miło mi,że do mnie zajrzałeś :) Jeśli już jesteś zostaw po sobie jakiś ślad, ale nie spamuj linkami - wierz mi - znajdę Cię i bez tego :)

Zachęcam do dołączenia do grona obserwatorów:)