30 marca 2015

Wygładzająca baza pod makijaż Oriflame beauty

Kiepski dzień, naprawdę kiepski... Niestety mam tę "przyjemność" być meteoropatką, więc dzisiejsze ciągłe zmiany pogody źle na mnie wpłynęły. A tu na przemian słońce, deszcz, wichura, grad i znowu słońce... Pogoda jak w kalejdoskopie. Grr..

Nigdy nie myślałam,ze będę czułą potrzebę używania bazy pod makijaż. Sądziłam,że jest to kosmetyk mi zbędny, ale zmieniłam zdanie kiedy takowa do mnie trafiła. Los chciał, że jest ona marki, za którą nie przepadam, gdyż każdy kosmetyk do twarzy, który miałam wywoływał u mnie reakcję uczuleniową. Jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Opakowanie:
Przezroczysta, odkręcana tuba o pojemności 30ml.




Opis producenta:

" Jedwabiście gładka skóra i rozjaśniony koloryt cery sprawią, że wykonanie makijażu będzie łatwiejsze, a rezultat olśniewający."

Skład?

Próżno się go doszukiwać.

Moja opinia:
Baza ma dość płynną, ale i treściwą konsystencję. Jest ona koloru białego i dzięki przezroczystej tubie doskonale widać poziom zużycia kosmetyku.


Nie mam z nią problemów jeśli chodzi o aplikację. Jedynym minusem jest fakt,że przez swoją konsystencję łatwo ją wylać. Na twarzy rozprowadza się płynnie i szybko się wchłania, podobnie jak nałożony zaraz po niej podkład. Podczas jej użytkowania nie zauważyłam, żeby negatywnie działała na moją cerę - nie zapycha, nie powoduje też podrażnień, a nawilża i wygładza. Szczerze mówiąc przeżyłam pozytywne zaskoczenie, gdyż jak czytaliście wyżej wszystkie inne produkty do twarzy tej marki negatywnie na nią działały. Co do trwałości makijażu - utrzymuje się on dłużej niż zazwyczaj. Kosmetyk ten jest również bardzo wydajny - wystarczy jego niewielka ilość na pokrycie całej twarzy i szyi.


Cena tego produktu bez promocji wynosi 27.90zł. Czy warto wydać na niego te pieniądze tego Wam nie powiem. Jako,że jest to moja pierwsza baza zwyczajnie nie mam porównania. Dzięki niej jednak wpadło mi w nawyk używanie tego typu kosmetyków pod makijaż i tego mam zamiar się trzymać.

Napiszcie proszę jakie bazy polecacie? :)

Czytaj dalej »

28 marca 2015

Jestem za podwyższeniem kar za okrucieństwo wobec zwierząt, a Ty?

Świat jest pełen cudownych osobowości, fantastycznych przeżyć. Króluje na nim tylko dobro, a zło nie ma do niego wstępu. Bla, bla, bla.. Tak się powinna zaczynać jakaś ckliwa bajka dla dzieci, ale ja jestem już za dużą dziewczynką, żeby w nią wierzyć. Zbyt wiele w życiu widziałam. Świat schodzi na psy? Nieee.. nie obrażajmy zwierząt. One często mają więcej rozumu i serca od swoich właścicieli. Ok, powiem tak - jako,że równowaga w przyrodzie musi być - na Ziemi jest i dobro i zło, ale to drugie tworzymy my sami. Człowiek - istota teoretycznie najmądrzejsza na tej planecie, a w praktyce najgorsza bestia. Zabolało? Powinno. Nie piszę tego postu, żeby Ciebie obrazić drogi czytelniku - chce Ci tylko coś uświadomić.



Co roku dochodzi do tysięcy przypadków bestialskiego zachowania wobec zwierząt. Ewelementy tego świata głodzą, ranią, katują, zabijają zwierzęta, które konają w mękach. Dlaczego? Bo uważają się za lepszych?silniejszych?sprawia im to jakąś kurewską przyjemność? Nie wiem... Nigdy tego nie zrozumiem..

źródło


Sama mam psa. Moją Tośkę mogliście oglądać już niejednokrotnie na facebooku, czy instagramie i nie wyobrażam sobie,żeby mogła jej się stać jakakolwiek krzywda, a już zwłaszcza z mojej ręki. Ona jest dla mnie jak drugie "dziecko". Chodzi za mną krok w krok - nawet do łazienki. Śpi ze mną w jednym łóżku. Przytula się do mnie, kiedy widzi,że coś mnie gryzie. Jest wspaniałą towarzyszką podczas spacerów i niezastąpioną obrończynią podwórka. Jest bardzo mądra i kocha mnie miłością bezwarunkową. W zamian daje jej opiekę, dom, wyżywienie i swoje serce, tak jak ona dała mi swoje. Piszę to wszystko, ponieważ  szlag mnie trafia kiedy słyszę o kolejnym przypadku torturowania i zaniedbywania, znęcania się i ranienia zwierzaków. Przyjaciół, którzy zaufali nam, a od najukochańszych dla nich osób dostaję nagrodę w postaci wypłyniętego oka, połamanych kończyn, ran ciętych, porzucenia czy lekcji latania od ściany do ściany, a i często śmierci.



Oprawcy jak zawsze czują się bezkarni. Najwyżej dostaną wyrok w zawiasach, więc przy najbliższej okazji znowu zaatakują, znów będą się pastwić nad słabszymi i zależnymi od nich istotami. My jednak możemy to zmienić.

Po pierwsze zauważmy, że ten szaro bury kundelek, który biega na naszym podwórku - zawsze kiedy nas widzi macha radośnie ogonem, że ta ruda kotka za chwilę pieszczot dziękuję donośnym mruczeniem, że ten czarny koń jeśli poświęcimy mu swój czas wykona każde nasze polecenie. Otwórz serce i patrz.

Po drugie reagujmy - kiedy widzimy,że dzieje się zwierzęciu jakaś krzywda nie bójmy się krzyknąć głośno STOP, oraz zawiadomić o tym odpowiednie służby. Pomyślisz - "to nie moja sprawa" - owszem Twoja, bo pozwalając na takie zachowanie sam wydajesz na czworonoga wyrok.

żródło


Po trzecie i ostatnie - gorąca prośba do Was - PODPISZCIE PETYCJĘ  o podwyższeniu kar za znęcanie się nad zwierzętami. Nie pozwólmy,żeby oprawcy czuli się bezkarni i wciąż siali zarazę na tym świecie. Brakuje już tylko nieco ponad tysiąc podpisów. Ja już to zrobiłam, a Ty?

Czytaj dalej »

25 marca 2015

Wiosenne nowości Sally Hansen - pastelowy zawrót głowy

Był czas, w którym narzekałam okropnie,że w moim Rossmannie nie ma szuflady produktami Sally Hansen. Ubolewałam też, że nie ma u mnie Drogerii Natura, gdzie łatwo mogłabym je dostać. I tak sobie gderałam do czasu, w którym znalazłam tą markę w małym stacjonarnym sklepiku.Kupiłam raz, a później regularnie zaczęłam wracać tam na zakupy. Kiedy więc pod koniec zeszłego tygodnia do mych drzwi zapukał kurier z paczką niespodzianką od Klubu Miłośniczek Pięknych Paznokci, wpadłam w zachwyt. Jak się domyślacie znalazłam w niej 6 lakierów Sally Hansen z wiosennej kolekcji. Po raz kolejny rządzą pastele.







W skład kolekcji, która do mnie dotarła, wchodzi sześć lakierów o pojemności 11.8 ml




175 Pucker Up - to wiecznie żywa czerwień. Ta w moim odczuciu ma jaskrawy odcień.


185 Giant Peach - dla mnie jest to kolor przygaszonego różu, a jego różne odcienie zawsze znajdą miejsce na moich paznokciach. Zwłaszcza w sezonie wiosenno letnim.


325 Big Teal - uwielbiam ten kolor. Jest to mieszanka błękitu z turkusem.


240 Babe Blue - czyli połączenie jasnego fioletu z błękitem. Na zdjęciu poniżej kolor jest załamany, ale na innych dobrze go widać.


105 Bare It All - klasyczny nudziak, lub jak to woli jaśniutki brąz, czy kawa z mlekiem.


115 Tickled Pink - to nic innego jak cukierkowy, blady róż.




Wszystkie kolory bardzo mi się podobają, idealne pasują do tej pory roku. Nie ukrywam,że największym wyzwaniem będzie dla mnie zmalowanie czegoś z nudziakiem. Zawsze mam problem z tym kolorem, ale może Wy macie jakiś pomysł?



Przesyłka, którą otrzymałam ma pewne przesłanie.


Jak czytamy na stronie :

"WZÓR
DO NAŚLADOWANIA „&”

Dokładnie – malując ten znak stajesz się dla innych wzorem. Dlaczego?

Wiemy, że ten nietypowy sposób popularyzacji symbolu walki z rakiem krwi, zwiększy ogólną świadomość zachorowalności i dawstwa szpiku, a przede wszystkim zachęci społeczeństwo do rejestracji w bazie dawców Fundacji DKMS Polska. Każda rejestracja to szansa dla chorych na odnalezienie bliźniaka genetycznego – dawcy komórek macierzystych krwi lub szpiku.

Głośmy razem WORLD BLOOD CANCER DAY i demonstrujmy znak „&”.
Gdy ktoś zapyta o znak, opowiedz o jego znaczeniu i zachęcaj do rejestracji na stronie www.dkms.pl. Zrób zdjęcie paznokci (lub innej sytuacji, w której pojawi się wzór) i udostępniaj je. Popieraj naszą akcję w każdym możliwym medium!

Bądź dla innych Wzorem do naśladowania.

Dzięki tej akcji pokazujemy, że istnieje prosty sposób, by wesprzeć walczących z rakiem krwi. Wystarczy kilka prostych ruchów, by pokazać, że chorzy nie są sami.
Tworząc wzór okazujesz swoje zaangażowanie! My przekazując 1% ze sprzedaży lakierów fundacji DKMS, wspieramy rejestrację dawców, a tym samym leczenie osób chorych na raka krwi. Dołącz do nas! Ty&My - Wspólnie możemy zdziałać więcej!"



Do mojego zestawu lakierów został dołączony szklany pilniczek i pędzelek. Teraz tylko troszkę praktyki w malowaniu symbolu "&" i możemy działać dalej.


Uwielbiam brać udział w takich akcjach? Dlaczego? - BO WARTO POMAGAĆ. Zachęcam również i Was do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Wspólnie popularyzujmy znak "&" - razem możemy więcej.

Zapraszam Was również do odwiedzenia strony Wzór do naśladowania, gdzie znajdziecie więcej informacji na temat tej akcji. Przyłączycie się?
Czytaj dalej »

22 marca 2015

Barbara Delinsky "Kiedy moja siostra śpi"

Cóż to był za weekend - wspaniały. Wczoraj naładowałam akumulatory z szalonymi mamuśkami na spotkaniu blogerek w Inowrocławiu. Było godnie, pozostał tylko żal po rozstaniu. O tym wydarzeniu jeszcze napiszę, a teraz chciałabym Was zaprosić na recenzję książki przeczytanej przeze mnie jeszcze w lutym. Jednym słowem nadrabiam zaległości w kąciku czytelniczym.




Opis:



Moja opinia:

Pewnego razu moja córeczka zrobiła mi armagedon w mojej biblioteczce. Powód? Chciała "zbudować" jak najwyższą wieże. W rezultacie wyszło jej kilka;) Miałam pełne ręce roboty, żeby wszystko poukładać, ale dzięki temu trafiłam na zapomniane już przeze mnie książki Barbary Delinsky. Jedną z nich już kiedyś czytałam - podobała mi się, ale ta druga leżała w czeluściach regału i dopiero dzięki wyobraźni Oliwki ponownie trafiła w moje ręce. Znając już jedną powieść tej autorki miałam wysokie wymagania, ale muszę przyznać,że i tym razem się nie zawiodłam.

"Kiedy moja siostra śpi" przedstawia historię rodzinnej tragedii. Robin - utalentowana i wielokrotnie nagradzana biegaczka pewnego razu podczas treningu doznaje zawału serca. Pragnę podkreślić, że miała ona wtedy zaledwie 32 lata, zdrowo się odżywiała i jak to u sportowców bywa - dbała o formę. Zdarzenie to było szokiem dla całej jej rodziny. Zaczęły się wspólne osądzania, gdzie najbardziej się dostało jej młodszej siostrze Molly, która akurat wtedy nie mogła jej towarzyszyć podczas treningu. No ba, burę od matki dziewczyn, dostał nawet "dobry samarytanin", który znalazł Robin leżącą na chodniku, podjął się reanimacji i wezwał pogotowie. Dlaczego? - bo mógł ją znaleźć wcześniej. Robin cały czas pozostaje w śpiączce, a rodzina i lekarze walczą z czasem. W międzyczasie wychodzą na jaw różne ukrywane przez poszkodowaną fakty z jej życia. Czy wiedziała,że grozi jej niebezpieczeństwo i czy rodzinie uda się odzyskać ukochaną osobę?

"Kiedy moja siostra śpi" jest wzruszającą powieścią pokazującą jaką wartość stanowi rodzina. Mimo pewnych skaz, składających się na kłótnie i nieporozumienia, w obliczu tragedii potrafi ona dojść do pojednania i walczyć o wszystko. Dzięki tej książce poznałam też pewną "dolegliwość" jaką mają biegacze, a o której żaden poradnik, strona, książka, czy trener personalny nie mówi. Czytając ją warto mieć przy sobie chusteczki.
Czytaj dalej »

19 marca 2015

Rozświetlająca maska żelowa z Biedronki - Cell Illuminating Hydro Pure Gel

Kto powiedział, że tanie oznacza złe?? No kto?? Ja się z tym absolutnie nie zgodzę. Przez moją łazienkę i kosmetyczkę przewinęły się już produkty bardzo drogie, jak również tanie jak barszcz - czasami się zawiodłam i tu mam na myśli kosmetyki w różnych progach cenowych, a innym razem wpadałam w zachwyt. Czy maseczka  z Biedronki wywołała "mocniejsze bicie serca" ?

Opakowanie:
Maseczka mieści się w foliowej saszetce. Nasączona jest płynem o pojemności 25ml.




Opis producenta i sposób użycia:



Skład:
Water, Glycerin, Butylene Glycol, Ceratonia Siliqua Gum, Triethylhexanoin, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Carbomer, Xanthan Gum, Agar, Allantoin, Arbutin, Camellia Sinensis Leaf Extract, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Hydrolyzed Collagen, Hamamelis Virginiana Extract, Portulaca Oleracea Extract, Sodium Hyaluronate, Beta-Glucan, Chromium Oxide Greens, Methylparaben, Fragrance


Moja opinia:

O maseczce tej wspomniałam Wam już w lutowym denku i wierzcie mi - jakby nie było o czym pisać, to nawet bym o niej nie wspomniała, ale zainteresowała mnie ona na tyle,że postanowiłam poświęcić jej te perę słów.

Maseczka występuje w formie dwóch płatów żelowych, przy czym jeden okala okolice oczu i nosa, a drugi okolicę ust i brodę. Produkt jest bardzo dobrze nasączony, wręcz ślizga się w rękach. Niby ma on formę żelu, ale wg mnie jest ona oparta na jakiejś podstawie, byś może z tkaniny?? hm.. trudno stwierdzić. W każdym razie ciężko jest tą maseczkę przerwać, czy w jakikolwiek inny sposób uszkodzić.

Produkt ten ma bardzo przyjemny jak dla mnie zapach. Myśląc o nim od razu przychodzi mi na myśl kolor zielony - jakoś najłatwiej jest mi utożsamiać woń z kolorem. Świeżość i jeszcze raz świeżość. Mmm., uwielbiam. Ewidentnie przypomina mi aloes, a ja się kocham w takich czystych nutach.

Maseczka ma rozmiar uniwersalny - jak dla mnie nie do końca była ona dopasowana. Otwory na oczy zachodziły mi na zewnętrzne kąciki oczu, co było dość uciążliwe. Dodatkowo lubiła się ona przemieszczać na twarzy. Oczywiście wątpię,żeby takie sytuacje miały miejsce w momencie kiedy faktycznie poświęcimy jej zalecona 30 minut leżąc, pachnąc i nic nie robiąc. Ja ją zastosowałam w pozycji pionowej/ stojącej - wówczas kiedy byłam jeszcze na chodach (czyt. w ruchu).

Po ok 20 minutach pozbyłam się jej z twarzy, bo irytowało mnie jej ciągłe poprawianie. resztę płynu wklepałam i na prawdę byłam zaskoczona efektem, który uzyskałam. Moja cera nabrała blasku - była pięknie rozświetlona, nawilżona - wyglądała świeżo, i promieniście i zdrowo. Mimo,że producent przed tym ostrzega - produkt ten nie wywołał u mnie alergii, ani tego typu niepożądanych zmian. Pomimo pewnych niedogodnośći w sposobie "noszenia"/ aplikacji - jestem zdecydowanie na tak.

Czy miałyście już tą maseczkę? Ja ją kupiłam za grosze - ok 5zł i mam zamiar do niej wracać, choć może tym razem poświęcę jej te 30 minut leżąc na kanapie;)


..............................................

Ps szukałam jakiejś fajnej gazetki - w tej chwili Biedronka ogłasza się z różnymi akcesoriami do samochodów (KLIK KLIK KLIK), więc jeśli Twój luby kocha auta i lubi je dopieszczać (tak jak mój mąż swoje) na na pewno będzie zadowolony z jakiegoś nowego gadżetu. W końcu idą święta, warto więc pomyśleć o prezencie, z którego on się ucieszy:) Więcej aktualnych promocji znajdziecie tutaj.



Czytaj dalej »

17 marca 2015

Promocje

Tak jak obiecałam raz na jakiś czas będę wrzucać tutaj różne ciekawe promocję, na które odwiedzając różne sklepy warto zwrócić uwagę. Każdy z nas robi zakupy i myślę, z takich informacji w pigułce warto skorzystać. Potraktujcie to jak ściągę.
źródło

Na dobry początek Polo market, który zwrócił moją uwagę pięknymi wiosennymi kwiatami w bardzo atrakcyjnych cenach. Ja na punkcie kwiatów mam fioła, bo nic nie ożywia tak domu jak właśnie one. Na pewno więc skorzystam:) W gazetce dużo więcej promocji, m.in na wielkanocne łakocie. Więcej TUTAJ



W Carrefour mega promocja na komplet do sprzątania, czyli wiaderko + mop, który możecie nabyć zaledwie za 19.99zł. Jest to naprawdę niska cena. Mam taki komplet w domu, z tym,że ja płaciłam 70zł, więc warto skorzystać. Osobiście nie wyobrażam sobie mycia podłóg  bez tego zestawu. Również i tutaj znajdziecie łakocie w niskich cenach. Więcej TUTAJ




W Biedronce przepiękne różyczki, oraz wiele akcesorii domowych. KLIK



Kolejna gazetka z Biedronki, a w niej wszystko co jest potrzebne do wiosennych porządków, oraz książki kulinarne i dla dzieci w atrakcyjnych cenach. KLIK



Lidl wydał w tej chwili chyba najlepszą gazetkę. Znajdziecie w niej wiele wspaniałych gadżetów do kuchni m.in blachy, formy, mikser, pojemniki, ale także kwiaty, bieliznę, ubrania, akcesoria łazienkowe i coś dla majsterkowiczów. Świetna gazetka KLIK




W drugiej ofercie promocyjnej z Lidla wpadły mi w oko fantastyczne koszule. Denim zawsze modny, a zwłaszcza teraz. KLIK



Kolejną gazetkę z akcesoriami do domu oferuje Kaufland. Moją uwagę zwróciły śliczne kolorowe kubeczki. KLIK



Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała Wam o kosmetycznych promocjach i tutaj odsyłam Was do Super-Pharm. KLIK


To by było na tyle. Nie wiem jak Wy, ale ja mam fioła na punkcie zakupów różnych gadżetów do domu, więc to oferują w tym momencie sklepy, bardzo przypadło mi do gustu. Nic, tylko kupować ;)
Czytaj dalej »

14 marca 2015

Znieczulica, znieczulica wszędzie !!!

Na pewno już każdy z Was słyszał historię 13-to miesięcznej Zosi, wychowanki domu dziecka, która od grudnia do stycznia tego roku przebywała w jednym ze szpitali. W celu przypomnienia napiszę,że ta mała kruszynka jest wychowanką domu dziecka, zachorowała i opiekunowie poddali ją leczeniu szpitalnemu. Oddając ją do szpitala mieli nadzieję,że znajdzie się w dobrych rękach. Jak się później okazało tak jednak nie było.

źródło

Z relacji innych mam wynika bowiem,że była zaniedbywana przez personel. Dlaczego? - Bo to sierota? Osoba, o którą nikt się nie upomni???Kruszynka, przy której nie czuwa mama, która mogłaby w razie czego złożyć zażalenie na pewne nieprawidłowości w opiece medycznej???? Kuźwa! To dziecko powinno być objęte szczególną opieką! Nie potrafię przejść obok takich sensacji obojętnie. Jestem matką i boli mnie po stokroć jak dziecku dzieje się krzywda.

Oczami wyobraźni widzę Zosię jak leży w dużej sali, umęczona chorobą - taka maleńka i tak cholernie samotna. Raz po raz się budzi zdezorientowana,nie wie gdzie jest i dlaczego z jej rączki wystaje jakaś rurka. Myśli,że to zabawka, bada ją - odkrywa świat, nie wie,że robi źle, bo i kto miałby jej to powiedzieć - nikt przy niej nie czuwa... Wierci się w łóżeczku pragnąc uwagi. Przez szybę oddzielającą sąsiadujące ze sobą pokoje widzi inne dzieci ze swoimi mamami, które noszą je na rękach, przytulają, pocieszają, całują w czoło, czytają bajeczki i śpiewają piosenki. Jej serce przepełnia smutek, gorycz, żal, zazdrość. Do niej nie zagląda nikt. Musi leżeć w swoich odchodach godzinami (na początku tv podała informację,że ok 6 godzin, później ta informacja została zweryfikowana i skrócona do 30 minut), głodny brzuszek nie daje spokoju, bo i też posiłków nie dostaje na czas. Czuje się przez wszystkich zapomniana i niechciana... Zosia, dziecko, które miało bardzo trudny start w życiu - właśnie odkryła prawa rządzące światem -> kiedy jesteś "nikim" (chodzi mi o status materialny) nikt się z Tobą nie liczy. Co innego jakby była dzieckiem milionerów - wszystkie piguły wraz z ordynatorem przy niej by skakali, a nóż dało by się wyciągnąć jakiś datek na szpital?

źródło


Pielęgniarki zachowały się skandalicznie - rano podając lekarstwa widziały,że Zosinka zrobiła brzydką kupę, która rozlała się po całym jej ciałku i łóżeczku. Mimo to kazały jej czekać tak długo, aż wszystkim podopiecznym z oddziału zostaną podane lekarstwa. Już nie wspomnę jak łatwo u dziecka o odparzenia. A przecież można było to zrobić inaczej - na oddziale dziecięcym są przynajmniej dwie pielęgniarki - jedna mogła umyć i przebrać Zosię, a druga mogła w tym czasie podawać lekarstwa - proste? PROSTE!
Najchętniej wysmarowałabym je w tym gównie, położyła do obsranego wyra i kazała czekać na łaskę od innych, ale podobno wszystko co dobrego lub złego w życiu zrobimy to do nas wróci. Może na starość, ale wróci..

Mała Zosia w szpitalu. Koniecznie wejdźcie w ten link (jest to źródło zdjęcia) - zobaczycie tam cały drastyczny reportaż w tej sprawie.

Co do opóźnienia w podawania posiłków - ciekawe czy też tak traktują swoje dzieci?? A może ich nie mają - dzięki Bogu. Dla nich podejrzewam,że lepsze było spijanie kaw, niż spędzenie chociaż chwili czasu z cudzym/niczyim dzieckiem. A ono tak pragnęło tej opieki, tego, żeby przyjść na 20 minut - zrobić śmieszne miny, dać do rączki książeczkę, przeczytać ją.. zrobić cokolwiek,by podzielić się z dzieckiem swoją radością. Tylko tyle, a wystarczyłoby, by wzbudzić w Zosi wiarę w ludzi, lepsze jutro, dać nadzieję, poczuć się ważną.. tylko i aż tyle...

źródło


Podziwiam mamy, które zaglądały do dziewczynki. Przewijały ją, kąpały, a także pilnowały, aby nie wyrwała sobie kroplówki z ręki. Wielkie brawa kobietki! Narażałyście zdrowie własnych dzieci (przenosząc nijako zarazki z pokoju Zosi do pokoju własnych dzieci), ale nie mogłyście patrzeć na nieszczęście tego maleństwa i znieczulicę, którą obdarzyły je pielęgniarki. Dzięki Wam ta informacja ujrzała światło dzienne. Chylę czoła za troskę i odwagę. Życzę sobie i Wam, aby było więcej takich ludzi.


źródło

Czy znieczulica będzie już znakiem rozpoznawczym naszych czasów?? Czy można zrobić coś, aby poprawić tą sytuację?? Moja rada - mówcie o tym głośno, nie bójcie się konfrontacji. Coraz częściej słyszę,że  pielęgniarki traktują mamy przebywające z dziećmi w szpitalu jak zło konieczne, chociaż tak na prawdę powinny być wdzięczne, bo dzięki nim mają mniej obowiązków, ale jak do pracy chodzi się bez powołania i tylko po to,żeby szybko odpękać te parę godzin to lepiej nie będzie. Jak powiedział nasz polski poeta "Miej serce i patrzaj w serce". Amen.
Czytaj dalej »

12 marca 2015

Syis tonik oczyszczający - Faworyt!!!

Wstyd się przyznać, ale toników używam od niedawna - może od 4lat, co biorąc pod uwagę mój wiek daje kiepski wynik. Wcześniej nie czułam po prostu takiej potrzeby, ale jak już spróbowałam to nie mogłam przestać. Przez te kilka lat przez moją łazienkę przewinęło się sporo produktów tego typu, więc sięgając po tonik marki Syis miałam już pewne porównanie.Produkt, który dzisiaj Wam opiszę pochodzi z Drogerii Uholki. Już od dawna interesuje mnie ta marka i muszę przyznać,że się na niej nie zawiodłam.

Opakowanie:

Tonik zamknięty jest w wysokiej i tym samym pojemnej, bo aż 500 ml butelce z atomizerem.



Opis producenta:
"Delikatny tonik do demakijażu i oczyszczania twarzy, przeznaczony do każdego rodzaju cery, również wrażliwej, naczyniowej i skłonnej do podrażnień. Doskonale usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenie nie naruszając równowagi hydrolipidowej. Dzięki składnikom aktywnym koi i łagodzi podrażnienia, a dodatkowo wzmacnia naturalną barierę ochronną. Przywraca skórze naturalne pH.

Stosowanie:
Nałożyć tonik na wacik i usunąć makijaż. "




Skład:




W składzie mamy wodę, mocznik, substancje nawilżające, odtłuszczające, konserwujące i zapachowe.

Moja opinia:
Tonik zamknięty jest w dużej, 500 ml butelce. Ze względu na gabaryt nie będzie się on nadawał do torebki, ale do stosowania stacjonarnie w domu. Samo opakowanie jest półprzezroczyste, także wiemy ile zostało nam w nim produktu.



Na pochwałę zasługuje atomizer, który jest bardzo higieniczną formą aplikacji. Dzieła sprawnie i ani razu jeszcze mi się nie zaciął. Rozpyla on przyjemną delikatną mgiełkę, o dość dużym i szerokim zasięgu. Wystarczy spryskać wacik i już możemy przystąpić do oczyszczania twarzy. Próbowałam aplikować go bezpośrednio na twarz, ale nie był to dobry pomysł, bo przy okazji dostawało się włosom, jak również meblom, na które spadała ta cenna mgiełka.



Produkt jest koloru jasnego różu i żeby tego było mało zapach ma właśnie różany, a przy tym delikatny, subtelny. Bardzo mi się podoba.

Na samym początku stosowałam go po demakijażu, później doczytałam na stronie sklepu, że świetnie się on nadaje do usuwania makijażu. Od razu to sprawdziłam i potwierdzam tą informację. Tonik bardzo dobrze radzi sobie z usuwaniem każdego kosmetyku -podkładu, różu, pomadki, tuszu do rzęs. Przy czym nie rozmazuje go, tylko ładnie zbiera i co najważniejsze nie podrażnia oczu. Oczy nie pieką, nie szczypią, nie są zaczerwienione czy opuchnięte - ogromny plus za to.

Produkt ten oprócz właściwości oczyszczających posiada również te nawilżające. Naprawdę byłam tym zaskoczona. Skóra po jego użyciu nie była "ściągnięta", ani przesuszona, tylko ukojona i nawilżona. W ogóle nie czułam potrzeby, aby używać po nim również kremu.

Jedynym mankamentem, który znalazłam jest skład, który wbrew pozorom jest skromny, ponieważ jak wyżej napisałam znajdują się w nim tylko woda, mocznik, substancje odtłuszczające i nawilżające, oraz gro konserwantów i substancji zapachowych. Zmartwiła mnie trochę ilość konserwantów, ale biorąc pod uwagę wielkość opakowania i wydajność, która jest bardzo duża, to wcale się nie dziwię, że znalazło się ich kilka w tym produkcie.

Podsumowując - z toniku marki Syis jestem bardzo zadowolona. Jest to moje pierwsze odkrycie tego roku i na pewno będę do niego wracać.

Produkt możecie kupić tutaj, za cenę 32.50zł

Czy mieliście okazję używać produktów tej marki? Co polecacie?

Czytaj dalej »

9 marca 2015

Kosmetyczny kosmita - Avon mega effects mascara

Mascara Avon mege effect wylądowała w ostatnim denku, więc nie pokażę Wam niestety efektu jaki daje na rzęsach. Wiem też,że zdania na jej temat są podzielone, w sumie nic dziwnego, bo zawsze ilu  użytkowników tyle opinii. Mimo to stwierdziłam,że warto napisać o niej parę słów.

Opakowanie:

Mascara Avon mega effect ma niestandardowe prostokątne opakowanie w kolorze czerni i różu. Jej pojemność to 9ml. Całość spakowana została dodatkowo w kartonik o tych samych barwach.





Opis producenta:

"Pierwsza panoramiczna szczoteczka, która dopasowuje się do naturalnego kształtu rzęs. Ergonomiczna zginana rączka zapewnia łatwą aplikację. Ultraczarne silikonowe pigmenty dają efekt megaintensywnej czerni."



Moja opinia:
Pamiętam jak w zeszłym roku był prawdziwy reklamowy boom na tą mascarę. Co chwilę oglądałam w telewizji to cudo i słuchałam czego to ono nie potrafi. Traf chciał,że otrzymałam ten gadżet, więc z nieukrywanym zaciekawieniem zaczęłam go testować.



Mascara ta już na pierwszy rzut oka jest nietypowa. Wszystko to za sprawą prostokątnego opakowania w krzykliwych kolorach. Po zdjęciu różowej nakładki pokazuje nam się płaski różowy uchwyt. Wystarczy go pociągnąć i naszym oczom ukazuje się szeroka, silikonowa szczoteczka. Przyznaję,że na początku byłam przerażona jej rozmiarami, ale jak się później okazało - całkiem niepotrzebnie.



Rączka szczoteczki jest ruchoma - można ją ustawiać pod dowolnym kątem. Mnie akurat ta opcja mało się  przydała, bo i tak z przyzwyczajenia używałam jej przeważnie "na prosto".

Sama silikonowa szczoteczka jest rewelacyjna. Pięknie rozprowadza tusz i rozczesuje rzęsy.


Nie ukrywam,że na samym początku użytkowania miałam problem z tym produktem. Jego dziwna postać i duża szczoteczka nie ułatwiały sprawy. Nie raz wsadziłam ją sobie do oczu, nie raz też zamiast rzęs pomalowałam powiekę. Czułam się jak nastolatka, która pierwszy raz trzyma mascarę w ręku. Z czasem nabrałam jednak wprawy i aplikacja tuszu nie sprawiała mi żadnych trudności. No ba, w momencie kiedy ten produkt mi się skończył i musiałam wrócić do standardowych mascar - szybko zatęskniłam za mega effects od Avonu.

Tusz jest kruczoczarny. Jego wadą na początku była dość leista konsystencja - po pomalowaniu często się odbijał. Jednak po pewnym czasie zgęstniał i ja nie miałam już na co narzekać.

Według mnie mascara wydłuża, podkręca i po dwukrotnym pomalowaniu nawet pogrubia rzęsy. Mimo małych minusów naprawdę ją polubiłam.

Stała cena trochę odstrasza - ok 45zł, ale warto szukać promocji.

Czytaj dalej »