26 września 2017

Kosmetyki z apteki w codziennej pielęgnacji twarzy i biustu

Kosmetyki z apteki są coraz częściej wybierane przez konsumentów i choć popyt na nie wzrasta, to istnieją marki, o których wciąż mało się słyszy. Jedną z nich jest Cera+. Nie widziałam wcześniej żadnej reklamy w telewizji, na próżno szukałam też różnych wzmianek w gazetach na temat tych kosmetyków. Postanowiłam wcielić się w rolę odkrywcy i dziś przedstawię Wam swoją opinię o trzech produktach, które wybrałam sobie z całego dostępnego w mojej aptece asortymentu tej marki.


Wybierając kosmetyki postawiłam przede wszystkim na pielęgnację twarzy i linię Cera+ antyaging, przeznaczoną dla osób, które skończyły 30 lat. W aptece znalazłam krem na dzień, oraz krem pod oczy z tej serii. Wiem, że jest jeszcze krem na noc i żałuję ogromnie, ale go nie spotkałam. Trzeci kosmetyk pochodzi z linii Ciało+ solutions i jest nim ujędrniający krem do pielęgnacji biustu. Po długotrwałym stosowaniu mam jednego głównego faworyta, który swym działaniem wybił się na prowadzenie w moim osobistym rankingu kosmetyków tej marki.


Krem na dzień 30+ Cera+ Antiaging

Krem na dzień 30+ przeznaczony jest dla osób, których skóra cechuję się obniżoną jędrnością i elastycznością, pojawiają się na niej pierwsze zmarszczki i oznaki zmęczenia, o co w dzisiejszych czasach nie trudno. Opakowanie ma standardową pojemność 50ml i mimo codziennej pielęgnacji starcza ono na długo.


Krem na dzień jest lekki i bezzapachowy. Mimo, że komponenty zapachowe są widoczne gdzieś tam na końcu składu, to dla mnie osobiście jest on absolutnie nie wyczuwalny. Będzie sobie świetnie radził nawet z wrażliwą skórą. Moja, w przypadku zbyt agresywnego składu lubi się buntować, ale tutaj nie miało to miejsca.

Kosmetyk zawiera filtr SPF15 i dobrze sprawdzi się o każdej porze roku, a zwłaszcza od jesieni do wiosny. Latem zalecam mocniejszą ochronę przeciwsłoneczną. Dzięki swej lekkiej konsystencji krem jest bardzo wydajny.


Krem na dzień dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Pozostawia po sobie jednak lekką warstwę. Jest to zapewne spowodowane obecnością oleju arganowego w składzie. Nie powoduje to jednak problemów przy wykonywaniu makijażu. Cera była nawilżona i odżywiona, jednak kosmetyk ten nie wpłynął w żaden sposób na poprawę wyglądu zmarszczek mimicznych.

W zależności od apteki cena oscyluję od 10 do nawet 20zł

Krem pod oczy 30+ Cera+ Antiaging

Kolejnym produktem, który dopasowałam sobie do pary jest krem pod oczy 30+ z tej samej lini przeciwzmarszczkowej co krem do twarzy. Podobnie jak wcześniej opisywany przeze mnie kosmetyk, również i ten zawiera olej arganowy i kwas hialuronowy. Jest lekki i jak w przypadku kremu do twarzy konsystencja mi odpowiadała, tak tutaj czułam się zawiedziona. Zdecydowanie bardziej lubię bogatsze konsystencję kremów pod oczy.


Mimo 15 ml pojemności krem jest nie do zdarcia. Starczył mi na ok 2 miesiące regularnego stosowania. Efekt jaki odczułam po tym okresie to delikatne nawilżenie okolicy oczu, bez efektu wow. Dla mnie nawilżenie było niewystarczające, dlatego więcej tego kremu nie kupię.

Cena: ok 16, 20zł

Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu Ciało+ solutions

Na koniec zostawiłam najlepszy ze wszystkich opisywanych dzisiaj przeze mnie kosmetyków tej marki. Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu pochodzi z linii Ciało + solutions i jak nie trudno się domyśleć w jej skład wchodzą kosmetyki do pielęgnacji ciała.

 W 100ml opakowaniu mieści się magia, serio. W skład tego kremu wchodzi m.in kolagen, witamina E i hialuronian sodu. Ma on gęstą i treściwą konsystencję i jest to dobry chwyt, gdyż krem trzeba wmasowywać w skórę. Mimo tego nie ma problemu z jego wchłanianiem i po chwili można się ubrać. Zużywając całe opakowanie zauważyłam znaczącą poprawę kondycji skóry biustu i dekoltu. Przede wszystkim była ona dobrze nawilżona, a także odżywiona. Zdecydowanie polepszyła się także jej elastyczność. Dzięki codziennym masażom poprawiła się także jej jędrność. Krem do pielęgnacji skóry biustu działa kompleksowo i choć nie spodziewałam się po nim cudów, to jednak mile mnie zaskoczył.

Cena: ok 22,50zł


Z całej trójki pokazanych przeze mnie kosmetyków tej aptecznej marki zdecydowanie na prowadzenie wspiął się ujędrniający krem do pielęgnacji biustu. Po długotrwałym stosowaniu widać było realne efekty. Co do kosmetyków do twarzy nie wzbudziły one we mnie większego zachwytu. Krem do twarzy był ok, ale ten pod oczy to już nie moja bajka. 


Czytaj dalej »

18 września 2017

Łeba okiem turysty. Najlepsze miejsca, najlepsze i najtańsze jedzenie, noclegi, atrakcje i ceny.

Od dwóch tygodni wakacje są już tylko wspomnieniem, ale czas urlopowy nadal trwa. Podczas gdy jedni wrócili już do szkoły i pracy, inni właśnie pakują walizki. Jestem ciekawa, do której z tych grup się zaliczacie? Jeśli do tej drugiej, to może wpadniecie nad polskie morze? A jeśli jesteście już po wczasach, to być może moje rady przydadzą się Wam w planowaniu urlopu w przyszłym roku. Dziś bowiem wracam do początku sierpnia i opowiem Wam o tym, co takiego odkryłam w Łebie.


Wakacje jak co roku są dla nas bardzo pracowitym czasem, na brak obowiązków nigdy nie możemy narzekać, a niedoczas staje się nieuleczalną chorobą. Tak to wygląda. Jednak mimo napiętego jak struna grafiku udało nam się wyrwać na kilka dni nad Bałtyk. Tym razem na cel naszej podróży wybraliśmy Łebę. Już w zeszłym roku obiecaliśmy sobie, że będziemy odwiedzać inne nadmorskie miejscowości, niż tylko Mielno, do którego jeździliśmy z sentymentu. Jak zawsze wybraliśmy się tam na totalnym spontanie. Bez rezerwacji noclegu, bez wywiadu, czy jakiegokolwiek obeznania w atrakcjach. Oprócz wydm nie mieliśmy rozeznania co tam można zobaczyć. Każdy wyjazd jest więc jedną wielką przygodą.


Pierwsze co uderzyło w oczy po przyjeździe to wielkość miasta. Zdecydowanie jest to o wiele większa miejscowość od dobrze znanego nam Mielna. Początkowo nie wiedzieliśmy jak się po nim poruszać. Zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy szukać wolnego pokoju w jakimś atrakcyjnym miejscu. W ciągu godziny znaleźliśmy idealną miejscówkę na ul. Nadmorskiej, od której najbliżej jest przejście do morza. Lepiej nie mogliśmy trafić - główna ulica, pokój z balkonem, pod nami i po drugiej stronie ulicy całodobowe delikatesy i oczywiście mnóstwo sklepów i atrakcji dla dzieci. Wymieniłam delikatesy na pierwszym miejscu, dlatego, że po świeże bułki nie trzeba było daleko chodzić. Koszt pokoju za osobę to 50zł. Opłata klimatyczna za 5 dni wyniosła nas ok 40 zł. Samochód mogliśmy zostawić na podwórku właścicielki domu, dzięki czemu opłaty za (wszędzie stojące) parkometry nas ominęły.


W Łebie znajduje się całe mnóstwo atrakcji dla dzieci, począwszy od straganów, bujaków, automatów, wszelkiej maści małpich gajów, a także dwóch dużych wesołych miasteczek. Dzieci mogły wziąć udział także w wakacyjnym kursie nauki jazdy na elektrycznych samochodzikach, poruszając się na placu z namalowanymi ulicami, rondem, znakami, oraz sygnalizacją świetlną. Na mojej córce największe wrażenie zrobiła chyba ogromna ślizgawka (robiona na wzór skoczni narciarskiej), którą pokazywałam Wam na instastories. Zjechałam na niej tylko raz, bo z moim lękiem wysokości, już podczas wchodzenia nogi się pode mną uginały. Po ulicach ciężko się chodziło, bo oczywiście każda jedna atrakcja musiała być zaliczona, a stragan obejrzany. Radość w oczach dziecka - bezcenna.


Fantastycznym miejscem w Łebie jest Scena Kulturalna. Codziennie odbywały się tam przeróżne eventy, jak np koncerty gwiazd, występ kabaretów. Dla każdego coś fajnego. Ludzie tłumnie na nie przybywali. Kino 7D i 9D to kolejne miejsca, do których warto się udać. Niesamowite wrażenia.


Muzeum Bursztynu znajdujące się na ul Nadmorskiej było pierwszym miejscem, do którego się wybraliśmy. Można tam wejść tylko i wyłącznie z przewodnikiem, a koszt biletu dla osoby dorosłej wynosi 15 zł, dla dziecka 12zł. Znajdują się w nim cztery sale. Pierwsza z nich to las bursztynowy, jednak bursztynów tam nie znajdziecie, tylko posłuchacie o ich ewolucji. W drugiej sali przedstawiającej epokę lodowcową również nie nacieszycie oka tym kruszcem, za to trzecia i czwarta sala wynagrodzą Wam  to w 100%. W trzecim pomieszczeniu znajduje się wiele cudownych bursztynów. Są one niezwykłe z tego względu, gdyż zatopione są w nich w sposób naturalny owady. Całą ściana cudów natury uwiecznionych w małych bursztynowych bryłkach. Można tam też zobaczyć jak wygląda nieoszlifowany, naturalny bursztyn, (co dla ,mnie było totalnym zaskoczeniem, gdyż wyglądem przypomina on zwykły kamień), a także poznać ich kolory. Czwarta sala, to już artyzm w czystej postaci i to dosłownie. Znajdują się w niej przepiękne rzeźby i obrazy. Czy warto tam iść? U nas wygrała czysta ciekawość, ale drugi raz już bym tam nie poszła. Czas zdobywać inne miejsca.




Ciekawym miejscem na mapie Łeby jest deptak. Bardzo lubiliśmy spędzać tam czas, gdyż tętni on życiem do późnego wieczora. Wielokrotnie podziwialiśmy tam lokalnych artystów. Jest tam dużo przestrzeni, kwiaty, ławeczki, na których można sobie chwilę odpocząć, a  także wiele punktów gastronomicznych, oraz sklepików z pamiątkami. Znajduje się tam także Aleja Prezydentów Polski, po której spacer okazał się również ciekawą lekcją historyczną dla dziecka.


Podczas pobytu w Łebie odwiedziliśmy również Oceanarium. Tutaj bilety były drogie - normalne kosztowały 25 zł, a ulgowe 19zł. Kiedy idzie się tam z całą rodziną, to można to odczuć po kieszeni. Oceanarium ma niewielką powierzchnię, ale znajduje się tam wiele gatunków ciekawych ryb. Spotkać tam można małego rekina, piranie, arawanę, kraby, płaszczki...Osobiście trochę się zawiodłam. Z zewnątrz cały kompleks wydawał się być większy, a tymczasem wszystko można było obejść w siedem minut.





Łeba Park, czyli największy w Polsce park dinozaurów zachwycił nas na całego. Nie będę się tu dużo rozpisywać, bo akurat to miejsce zasłużyło na osobny post (na pewno umieszczę link do niego również i w tym wpisie). Tyyyle jest do opowiedzenia. Bilety drogie, ale absolutnie warte swojej ceny - normalny: 59 zł, ulgowy: 45 zł.


Muzeum Motyli, to kolejne miejsce, do którego się udaliśmy. Mieści się ono przy ul. Wojska Polskiego 5. Byłam nim oczarowana. Znajduje się tam ok 3.500 tys. motyli, oraz innych owadów, takich jak pająki, żuki, modliszki i wiele innych... są tam również gabloty z ciekawostkami na temat niektórych gatunków. Niesamowite jest to, że kolekcję tę stworzyła jedna osoba - co za pasja! Polecam serdecznie, zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce. Bilet normalny kosztuje 12 zł, a ulgowy 10zł.






W ostatni dzień naszego pobytu wybraliśmy się także na wystawę z klocków lego. Dla fascynatów i dla dzieci, to niesamowite miejsce. Całą wystawa warta jest ok 200.000 zł, a najdroższe klocki o ile dobrze pamiętam kosztowały 4.000 euro i pochodziły z limitowanej kolekcji star wars. Całość składały 3 osoby przez 3 miesiące. Biorąc pod uwagę to, ile skomplikowanych i dużych budowli tam było, to muszę przyznać, ze jestem pod wrażeniem. Mnie by to pewnie zajęło 3 lata. Niektóre elementy wystawy są interaktywne - można samodzielnie wprawiać je w ruch. Tym sposobem uruchomimy kolejkę, karuzelę, wiatrak, mogliśmy zmienić się w operatora dźwigu, kierowcę ciężarówki i innych pojazdów. Zobaczyć tam można również 30 największych budowli w historii lego, a jeśli o historii mowa, to dzięki jednej z gablot przeniesiemy się w czasie, by przypomnieć sobie pierwsze klocki tej marki. Dodatkową atrakcją dla dzieci jest to, że mogą one tworzyć własne budowle, dzięki dostępnym na miejscu klockom. Również dla fanów gier znajdzie się coś ciekawego w postaci play station, oraz tabletów z zainstalowanymi legusiowymi grami. Cena normalnego biletu wynosi 12 zł, a ulgowego 8 zł. Warto skorzystać z biletów rodzinnych ( my za bilet 2+1 łaciliśmy28zł), oraz karnetów, w przypadku chęci powtórnego odwiedzenia wystawy podczas urlopu. Polecam.








Jeśli morze to i plaże, a te w Łebie są duże, czyste i strzeżone, z pięknym jasnym piaskiem. W ciągu pięciu dni pobytu, na plaży byliśmy 2 razy, na więcej pogoda nie pozwoliła.


A co z jedzeniem? No cóż, na brak lokali w Łebie nie ma co narzekać - jest ich całe mnóstwo i każdy znajdzie dla siebie coś dobrego. Jednak ceny.. no cóż to czysty biznes. Kiedy w jednej restauracji za dwa niewielkie posiłki i napoje zapłaciliśmy ponad 80zł, zrozumieliśmy, że musimy poszukać czegoś tańszego, bo lepiej te pieniądze wydać na własne przyjemności niż jedzenie. Tym sposobem znaleźliśmy Ambrozje. Lokal znajduje się przy ul Wojska Polskiego 21 i serwuje przepyszne domowe, dwudaniowe obiady. Za zupę i danie główne płaciliśmy 15zł na osobę, sama zupa kosztowała 3zł. Jednym daniem mogłyby się śmiało najeść dwie osoby - takie duże są porcje. Przykładem jest schabowy, który zajmuje cały talerz, do tego kopa ziemniaków i surówki. Dla niejadków też się coś znajdzie - pyszne naleśniki za 6zł, albo placki ziemniaczane 4zł. Kiedy poznałam to miejsce wcale mnie nie dziwiło, że są tam (w porze obiadowej) wieczne kolejki. Bardzo miła i szybka obsługa, pyszne jedzenie, niskie ceny - zdecydowanie warto.


W tym roku na wydmy nie dotarliśmy, zabrakło czasu. Podobnie było z  portem jachtowym, power parkiem, labiryntem 3D, muzeum erotyki, iluzjonelum, magicznymi lustrami, oraz fokarium, które znajduje się zaledwie kilka kilometrów za Łebą.

Łeba pozytywnie nas zaskoczyła. Po wcześniejszych obawach nie zostało ani śladu. Ciężko zobaczyć wszystko w ciągu pięciu dni, ale obiecaliśmy sobie, że jeszcze tam wrócimy.

ZOBACZ TAKŻE:
*Mielno
*Wrocław
*Warszawa
Odwiedź moje socjal media : instagram, facebook

Czytaj dalej »