29 października 2017

BB or not BB? Krem upiększający (?) Tołpa dermo face idealic.

W krajach azjatyckich BB jest najpopularniejszym kosmetykiem, który łączy w sobie zarówno funkcje pielęgnacyjne, jak i korygujące wygląd skóry. W Polsce są one coraz bardziej popularne, a ich łatwa dostępność sprawia, że zawojowały nasz rynek. Rodzime marki w odpowiedzi na ogrom zainteresowania tymi kosmetykami jakoby uczestniczą w wyścigu szczurów, próbując wymyślić jak najlepszą formułę Polskiego odpowiednika azjatyckiego BB. W sklepach pojawia się ich coraz więcej, a podaż coraz bardziej rośnie. Jedną z marek, które podjęły próbę stworzenia idealnego BB jest Tołpa. W tym poście opowiem Wam czy próba ta odniosła sukces, czy raczej okazała się fiaskiem.


Krem upiększający BB z Tołpy  ma pojemność 40ml. Znajduje się on w aluminiowej tubce, a całość dodatkowo mieści się w kartoniku, na którym znajdziemy kilka istotnych informacji na jego temat. Producent zamieścił na nim informację, mówiącą o tym, że krem BB nadaje się zarówno dla cery normalnej, jak i mieszanej i wrażliwej. Stosować należy go na dzień i ma być lekki. Produkt oprócz właściwej daty ważności, ma także adnotację, że należy zużyć go w ciągu 3 miesięcy od momentu otwarcia. Jego upiększająca formuła polegać ma na wygładzeniu, nawilżeniu, wyrównywaniu kolorytu skóry. Ma on również przeciwdziałać starzeniu. Brzmi świetnie, prawda? Zatem przejdźmy do szczegółów.


Przed otwarciem kremu należy przebić aluminiową membranę. Robimy to jak zwykle korkiem, więc nie trzeba szukać wokół jakiś ostrych przedmiotów, które by nam w tym pomogły.

Krem upiększający ma bardzo nietypowy kolor, taki szaro-fioletowo-ziemisty. Dziwny, jeszcze się z takim nie spotkałam. Już na pierwszy rzut oka nie wydawał mi się on lekki i po nałożeniu na skórę wcale taki nie był. Moja cera źle na niego reagowała i nie zmieniło się to nawet po miesiącu regularnego stosowania.


Po rozsmarowaniu kremu skóra robiła się czerwona, a po chwili od nałożenia przybierała ona taki czerwono-pomarańczowo-brudny odcień. BB zawiera w sobie mikrokapsułki z pigmentami, które robią paskudne zacieki. Jest to widoczne dopiero po chwili od nałożenia i obojętnie jak długo i starannie bym go nie rozsmarowywała, to i tak były one widoczne. Myślałam, że dojdę w tej kwestii do wprawy, ale mi się nie udało. Twarz wyglądała z nimi na brudną, i mocno trzeba było wmasowywać ten krem, żeby się pozbyć zacieków. Przy takiej czynności zaczynał się on rolować. Zdecydowanie nie nadaje on skórze zdrowego koloru, nie ma też właściwości kryjących jak dotychczas poznane przeze mnie kremy BB.


Według producenta miał on łagodzić zaczerwienienia, ale jak się do tego odnieść, skoro ten produkt właśnie te zaczerwienienia wywoływał. Moja cera wyglądała na podrażnioną. BB z Tołpy ma postać treściwego kremu, nie można go nazwać lekkim. Dodatkowo po jego nałożeniu moja cera błyszczała się jak świeczki na choince. Wyglądało to bardzo nieestetycznie. Już nie wspomnę o tym, że Tołpa na opakowaniu zamieściła informację, że kosmetyk ten ogranicza wydzielanie sebum i zapobiega jej błyszczeniu, pozostawiając matową skórę do 8 godzin (!). Nic się z tego nie sprawdza.

Upiększający krem BB stosowałam zgodnie z zaleceniami producenta, na stonizowaną skórę. Nie uzupełniałam tej pielęgnacji kremami na dzień, w końcu ten krem miał świetnie nawilżać. W rezultacie jednak nawilżenie było na bardzo niskim poziomie i tak naprawdę po miesiącu testów moja skóra odetchnęła i  wchłaniała wszelkie kremy nawilżające w ekspresowym tempie.


BB krem upiększający z Tołpy (jako, że lubię tą markę) był bardzo przeze mnie wyczekiwany. Niestety dla mnie okazał się on totalną pomyłką. Nie byłam w stanie zużyć go do końca i po miesiącu stosowania go na skórę twarzy i szyji zostało mi jakieś 1/3 opakowania. Jedyne co przemawia na plus to fakt, że jest wydajny. Można zamówić go na stronie producenta za kwotę 39,90zł, dla mnie to niestety strata pieniędzy, ale może Wam lepiej posłuży?
Czytaj dalej »

20 października 2017

Depilacja laserowa w Klinice Urody La Belle w Bydgoszczy. Coś dla pań i panów. Czy to boli? Jak się przygotować? Czy są jakieś skutki uboczne?

Depilacja laserowa to marzenie każdej kobiety, i nie uwierzę jeśli ktoś powie, że tak nie jest. Gładkie ciało bez używania maszynki co trzy dni, bolesnego depilatora, czy równie hardcorowych plastrów? Ach, kto by tak nie chciał? Alternatywą jest właśnie depilacja laserowa, która po serii zabiegów daje trwałe efekty. Sprawdziłam jak to działa na własnej skórze. Przetestowałam zabiegi na dwa najpopularniejsze obszary ciała wybierane przez kobiety jak i mężczyzn i dzisiaj szczegółowo Wam opowiem jakie odniosłam wrażenia. Czy to boli? Czy wystąpiły u mnie jakieś skutki uboczne? Jak się przygotować do depilacji?


Pamiętam jak parę lat temu szukałam miejsca, gdzie mogłabym się poddać takiemu zabiegowi, informacji o cenach, oraz o tym jak to właściwie wygląda. Wyszukiwarka pokazywała mi bardzo odległe miejscowości i cenniki z kosmosu. Nie na moje zarobki. Aż w końcu się doczekałam. Zaledwie 7 miesięcy temu została otwarta w Bydgoszczy Klinika Urody La Belle, która jest w stanie spełnić moje babskie marzenia o gładkiej skórze i to w atrakcyjnej cenie. No ba, nie ma sobie równych. Już Wam piszę dlaczego tak myślę, ale po kolei.


Klinika Urody La Belle mieści się na ul. Dworcowej w Bydgoszczy. Mam do niej ok 70km od swojego miejsca zamieszkania, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze moje poszukiwania, jest to i tak bardzo blisko. Autobusem ok 1.45 godziny. Z transportem na miejsce nie ma absolutnie żadnych problemów. Na PKSie zawsze stoi mnóstwo taksówek. Za swoją zapłaciłam 10 zł, aby dowiózł mnie na miejsce. Ja nie błądziłam, a zostałam dowieziona pod same drzwi. Bosko.


Na miejscu powitała mnie przemiła Patrycja, która pokazała mi gabinet i kazała się rozgościć. Ja tu pełna zapału już chcę wskakiwać na klozetkę, a Patrycja mówi - hola hola jeszcze nie czas, mamy robotę do zrobienia. Sam gabinet nie jest duży, ale jest tam czysto i przyjemnie. W jego centrum stoi łóżko zabiegowe, na ścianie głównej moje ukochane storczyki, a w pozostałych miejscach panuje biel. Jak ja kocham minimalizm.



Patrycja to mega pozytywna osoba. Przez cały czas,który tam spędziłam ani na moment nie pozwoliła mi się czuć skrępowaną. Najczęściej rozbieram się przed mężem, lekarzem ogólnym lub ginekologiem. Mimo to czułam się rozluźniona. Żadnych spontanicznych min, przytyków, czy ukrytych docinek - nic! Pełen profesjonalizm. Pijąc wspólnie herbatę uzupełniłam wywiad medyczny, będący niezbędnym dokumentem, który musimy wypełnić przed przystąpieniem do zabiegu. To on ma kluczową rolę w tym, czy możemy się jemu poddać, czy też nie. Przed umówieniem się na wizytę miałam konsultację telefoniczną, gdzie dowiedziałam się m.in, że przez najmniej dwa tygodnie nie mogę pić ziołowych herbat, zwłaszcza tych o właściwościach światłoczułych, np pokrzywy, nie mogę przyjmować antybiotyków, korzystać z solarium, czy też spodziewać się dziecka. Resztę uzupełniłam na miejscu.





Kiedy okazało się, że jestem idealną pacjentką do omawianego przeze mnie zabiegu, Patrycja w szczegółowy sposób opowiedziała mi na czym on będzie polegał, czego mogę się spodziewać i jakie ewentualnie mogą być skutki niepożądane. Z zapałem odpowiadała mi na nurtujące mnie pytania. I kiedy było już wiadomo, że się nadaje, kazała mi zdjąć ubranie...



Ekh.. nie było to dla mnie łatwe, bo wymyśliłam sobie, że sprawdzę po jednym obszarze ciała, które najczęściej są wybierane przez kobiety i mężczyzn. Padło na łydki i pośladki, czyli do pasa musiałam się rozebrać. Na szczęście mogłam zostać w stringach, ale jakbym była bez nich to też nie byłoby źle. Pani Patrycja bowiem jest odporna na wszelkie golizny.Nie ocenia, nie krytykuje, nie uśmiecha się pod nosem, traktuje to jak chleb powszedni.Cały czas rozmawiałyśmy i czułam się zrelaksowana.


Jak się przygotować do zabiegu depilacji laserowej?Planując zabieg sama nie wiedziałam jak mam się do tego zabrać, weszłam więc na stronę depilacja.pl, by sprawdzić czy uzyskam tam odpowiedzi na moje pytania. Po załadowaniu się strony wyskakuje okienko czatu, zachęcające do rozmowy z konsultantem, a chwilę później kolejne proponujące rozmowę telefoniczną. Wystarczy wpisać swój nr telefonu, by po chwili ktoś do nas oddzwonił. Jako, że preferuję kontakt bezpośredni właśnie tą opcję wybrałam. I to był strzał w dziesiątkę. Przemiła pani zanim umówiła mnie na wizytę, przeprowadziła ze mną krótki wywiad, dzięki któremu dowiedziałam jakie są przeciwskazania do wykonania depilacji laserowej. A są nimi:
- ciąża,
- choroby nowotworowe,
-zażywanie leków światłouczulających i hormonalnych
- choroby skóry, takie jak łuszczyca i bielactwo,
- przerwanie ciągłości skóry,
- padaczka,
- korzystanie z solarium -> nie można mieć opalonej skóry. Zależność jest taka, że im bledsza skóra i ciemniejszy włos, tym lepiej.
Najbardziej zaskoczyło mnie jednak, że nie można zażywać suplementów diety, oraz pić herbat ziołowych, które z reguły są nadwrażliwe na światło. Z tego względu, że ja kawy nie piję, za to herbaty wszelkiej maści uwielbiam, musiałam czekać na swój zabieg 2 tygodnie i od momentu rozmowy odstawić ziółka. W przeciwnym razie podczas wykonywania depilacji laser mógłby oparzyć mi skórę.


Wracając do konsensusu - aby przygotować się do zabiegu musiałam odstawić herbaty ziołowe i dbać o odpowiednie nawilżenie skóry, co w moim wypadku było proste, gdyż codziennie wcieram w skórę balsam. Musiałam odpuścić też wykonywanie peelingów. Myśląc o depilacji laserowej nie wolno używać depilatora i wosku, tylko całkowicie przejść na maszynkę i dać skórze odpocząć. Dzień przed zabiegiem dokładnie golimy obszar, który pani kosmetolog podda działaniu wiązce lasera. Należy jednak zostawić ok 1cm kwadratowy włosów, by już na miejscu specjalista mógł ocenić ich kondycję, grubość, oraz barwę. W dzień poprzedzający zabieg odstawiamy kosmetyki nawilżające. Skóra musi być sucha i oczywiście czysta.W przypadku depilacji pach nie używamy antyperspirantów. I to tyle. Proste, prawda?

Przebieg zabiegu depilacji laserowej.

Po wywiadzie medycznym i podpisaniu zgody na zabieg, Patrycja oceniła stan mojej skóry i włosa, po czym przystąpiła do działania. Do mnie należało jedynie zajęcie wygodnej pozycji na łóżku i założeniu okularów, które chronić miały oczy. Pani kosmetolog również takie miała, ale dodatkowo przyodziała rękawiczki. Wszystko odbywa się więc zgodnie z normami, z zastosowaniem wszelkich środków higieny.

Wszystko zaczęło się od rozrysowania białą kredką siatki na depilowanym obszarze. Dla mnie nie miała ona większego znaczenia, ale była ona pomocna Patrycji przy wykonywaniu zabiegu. Dzięki niej Patrycja zawsze wiedziała jaki obszar był już poddany działania wiązce laseru, a który jeszcze nie. W takiej sytuacji nie mogło dojść do żadnej pomyłki.


Czy depilacja laserowa boli?Przyznam się Wam, że bólu bałam się najbardziej, ale jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. Głowica lekko zasysa skórę, a gdy przechodzi przez nią wiązka lasera czuć ciepło i takie podszczypywanie/ kłucie(?). Nic strasznego. W zależności od tego w jakim miejscu laser przechodził uczucia były różne. Depilowane miejsce jest chłodzone lodem, co zmniejsza odczucie związane z zabiegiem.

Łydki

Przed zabiegiem obawiałam się usuwania zbędnego owłosienia z kolan. Jednak to nic nie boli, podobnie jest z powierzchnią całych łydek. Czuć ciepło i lekkie podszczypywanie nic więcej. Spokojnie można w tym czasie czytać gazetę, słuchać muzykę i po prostu się relaksować. Intensywniejsze odczucia towarzyszyły mi w momencie kiedy laser przechodził na linii piszczeli i w pobliżu kostki. W końcu poczułam, że mam coś robione, ale bólem tego też nie mogę nazwać, po prostu mocniej mnie przygrzało i tyle.

Stopa

Do wykonania depilacji wierzchu stopy, potrzeba zmienić głowicę na mniejszą. Odczucia są takie same jak w przypadku łydki - czuć ciepło i lekkie ukłucia..

Pośladki

Panowie są w bardzo komfortowej sytuacji, bo depilacja pośladków zupełnie nic nie boli, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest bardzo przyjemna. Nie czuć tego ciepła i igiełek, tylko takie fajne smyranie. Oczywiście czułam jak Patrycja przesuwa głowicę, by zmienić miejsce depilowanego obszaru, ale tylko tyle, a poza tym nazwałabym to takim delikatnym łaskotaniem skrzydłami motyla. Sytuacja zmienia się dopiero podczas depilowania okolic linii środkowej pośladków, w tym obszarze smyranie zmienia się w ukłucia jeża i odczucia rosną w siłę. Strefa ta jest jednak tak mała, że zanim się obejrzałam było już po wszystkim.


Postępowanie po depilacji.

Bezpośrednio po wykonaniu zabiegu zostałam poproszona o nałożenie w depilowane miejsca specjalnego balsamu. W klinice mogłam sobie od razu kupić egzemplarz do domu. Mój wybór padł na wersje kojąco nawilżającą, ale dostępny jest jeszcze balsam ochronny z SPF 50. Biorąc pod uwagę obecną porę roku, oraz to, że depilowane przeze mnie miejsca zawsze będą zakryte, nie zdecydowałam się na niego. Gdyby była to wiosna lub lato, albo w przypadku mężczyzn depilowany byłby zarost, to wówczas taki krem byłby konieczny. Po zabiegu bowiem jest bezwzględny zakaz eksponowania się na działanie słonecznych.


Balsam do ciała ma piękny, świeży zapach. Szybko się wchłania i daje natychmiastowe uczucie ukojenia. Delikatnie chłodzi skórę i stosowanie go, to czysta przyjemność. Opakowanie z pompką jest bardzo praktyczne, a pojemność 300ml sprawia, że można się nim cieszyć długo. Koszt tego cuda to 54zł.


Zanim wyszłam z gabinetu dostałam szczegółową instrukcję jak postępować po zabiegu. Przez pierwsze trzy dni należy przemywać depilowaną skórę samą wodą, mleczkiem lub tonikiem bezalkoholowym. Skórę standardowo osuszać należy czystym ręcznikiem, ale nie można jej trzeć, bo mogłoby to spowodować podrażnienie.

Do pięciu dni nie można korzystać z sauny i basenu, stosować leków uczulających na słońce, oraz kosmetyków i specyfików zawierających zioła. Ich szczegółową listę otrzymamy w zaleceniach. Przez dwa tygodnie nie można wykonywać peelingów, czy też przyjmować leków złuszczających.

W przypadku, gdy zdecydujemy się na całą kurację, przez cały okres jej trwania bezwzględnie należy unikać opalania, zarówno tego naturalnego, czyli za pomocą promieni słonecznych, jak i sztucznego - solarium. Obowiązkowo należy używać kosmetyków z bardzo wysokim filtrem. Jesień to idealna pora na zastosowanie kwasów, oraz preparatów z witaminami A i C, ale podczas trwania kuracji obowiązuje zakaz ich stosowania.W razie potrzeby do usuwania zbędnego owłosienia używamy tylko maszynek do golenia, depilatory i wosk odpadają.


Możliwe skutki uboczne.

Po depilacji laserowej może wystąpić zaczerwienienie depilowanego obszaru, mogą też pojawić się strupki, obrzęk, lub też poparzenie naskórka. Są to skutki krótkotrwałe. U mnie pojawiły się gdzieniegdzie czerwone kropeczki świadczące o zapaleniu mieszka włosowego. Po dwóch dniach nie było jednak po nich śladu. Można też odczuć dyskomfort przy zakładaniu przylegającego do ciała ubrania, ale osobiście nie nie miałam z tym problemu.


Cena.

Depilacja.pl to największa w Polsce sieć salonów depilacji laserowej. W związku z powyższym oferuje ona bardzo atrakcyjne ceny. Obojętnie jaką część ciała wybierzemy łydki, czy wąsik, uda, czy sutki cena zawsze będzie taka sama. Mi to odpowiada. Koszt jednego zabiegu wynosi 179zł i podczas niego zostaje zniszczone ok 20-30% owłosienia. Jest to zależne od fazy wzrostu włosa, dlatego aby pozbyć się całkowicie owłosienia należy wykonać kilka zabiegów. Świetną opcją w tym wypadku są pakiety, które gwarantują 100% skuteczność i pozwalają oszczędzić nam pieniądze. Pakiety są bardzo opłacalne. Nie trzeba płacić całości przy pierwszej wizycie, kwotę tą można sobie podzielić na dwie lub trzy raty. Oczywiście możemy sobie wykupywać zawsze tylko po jednym zabiegu, ale wówczas zapłacimy ponad 600zł więcej. Osobiście polecam pakiety do skutku. Cały cennik świetnie jest rozpisany na stronie internetowej, są tam również przygotowane różne pakiety do wyboru, gdzie można zaoszczędzić nawet do 58% ceny.


Klinika Urody La Belle, podobnie jak pozostałe gabinety z sieci salonów depilacja.pl oferuje możliwość wykupienia voucherów prezentowych. Jest to świetna opcja na sprawienie komuś atrakcyjnego prezentu. Mnie by taki upominek bardzo ucieszył i jestem pewna, że należę do większości.


Dokładnie tydzień temu miałam swój pierwszy zabieg depilacji laserowej. W tej chwili czekam na pierwsze rezultaty, które mają się pojawić po 3 tygodniach od dnia wizyty. Kolejne zabiegi będę miała wykonywane co 6 - 10 tygodni, ale na pewno wrócę tu z podsumowaniem i opowiem Wam jakie udało mi się osiągnąć rezultaty.



Dlaczego depilacja laserowa?

Wybrałam depilację laserową z siecią salonów depilacja.pl, dlatego, że jest trwała i praktycznie bezbolesna. Atrakcyjne ceny, najwyższej jakości sprzęt, wykwalifikowana kadra, to kolejne plusy. Odwiedzając salon Depilacja.pl w Bydgoszczy nie trzeba czuć się skrępowanym. Pani Patrycja jest profesjonalistką, która ani przez moment nie pozwoli czuć nam się zawstydzonym.Wspaniała atmosfera podczas zabiegu sprawiła, że czułam się rozluźniona i tak na prawdę odpoczywałam. Depilacja laserowa jest zabiegiem uniwersalnym, z którego korzystają zarówno kobiety jak i mężczyźni. Odczucia podczas jej wykonywania zależą od indywidualnych predyspozycji i poziomu progu bólowego, ale wierzcie mi - nie jest to nic strasznego

Jeśli mieszkacie w województwie kujawsko - pomorskim, a depilacja laserowa zawsze była Waszym marzeniem, to serdecznie polecam Klinikę Urody La Belle. Dodatkowo mam dla Was niespodziankę. Jeśli umawiając się na wizytę powołacie się na mnie podając moje imię i nazwisko otrzymacie 50zł zniżkę na pierwszy zabieg i zamiast 179zł zapłacicie zaledwie 129zł. Życzę Wam wielu wspaniałych wizyt.

Czytaj dalej »

18 października 2017

Pięć książek, które musisz przeczytać tej jesieni.

Mam dla Was coś fajnego, coś co doceni każdy miłośnik dobrej lektury. Mowa tu o książkach, które ostatnio urzekły mnie swoim przekazem. Jedne bardziej, inne mniej, ale z pewnością warto się z nimi zapoznać. W tym miejscu zgromadziłam różne gatunki literackie, które wyszły spod pióra pięciu autorów. Przedstawiają one kilka absolutnie odmiennych od siebie opowieści, które stanowią top 5 książek, które musisz przeczytać tej jesieni.


1. Remigiusz Mróz "Behawiorysta"

"Behawiorysta" to połączenie thillera z powieścią kryminalną na miarę Hollywoodu.

Opowiada ona o szaleńcu, który zorganizował "koncert krwi". Zaczyna od przedszkola, w którym barykaduje się z dziećmi i wychowawcami. Nadając transmisje na żywo w internecie nakazuje widzom wybierać, kogo ma zabić. Koncert krwi trwa, zmieniają się jedynie miejsca i ofiary psychopaty, a każda decyzja, którą zmuszony jest podjąć widz będzie tragiczna w skutki.

Do pościgu za zwyrodnialcem zostaje ściągnięty Gerard Elding, który jak się dowiadujemy z książki stracił posadę prokuratora generalnego, a mówiąc dobitniej został on dyscyplinarnie wydalony ze służby. Dlaczego Gerard ma teraz szukać tego potwora w ludzkiej skórze? Dlatego, że jest specjalistą od behawioryzmu, nikt tak jak on nie potrafi czytać mowy ciała. Dotychczas rozwiązał każdą sprawę, ale czy tym razem mu się uda? Czy przerwie ten krwawy koncert, w którym ofiarami są także dzieci?


"Behawiorysta" to niesamowita, ale też mrożąca krew w żyłach pozycja, która nie pozwalała mi spać po nocach. Strony tej książki przewracały się same, a historia, którą przedstawił w niej autor dobitnie trafia do czytelnika, wywołując fale różnych emocji od smutku, przerażenia, do ciekawości i takiego pragnienia zemsty za losy ofiar szaleńca. Szok jaki towarzyszył mi podczas egzekucji jego ofiar był tak przejmujący, że starałam się przeczytać tą powieść jak najszybciej, by dowiedzieć się, czy kompozytor dostał za swoje. Zakończenie jest jednak bardzo zaskakujące.

Dawno żadna książka nie zaangażowała mnie tak emocjonalnie jak właśnie ta pozycja Mroza. Oprócz wyżej wymienionych przeze mnie czynników książka jest wartościowa z tego względu, że można poznać dzięki niej podstawy czytania mowy ciała na konkretnych przykładach. Niestety odbywa się to podczas krwawego show Kompozytora.

Czy warto? TAK, jeśli lubisz książki, w których akcja zaczyna się od pierwszego rozdziału i trzyma w napięciu do końca.

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 488
Oprawa: miękka
Cena detaliczna: 36,90zł

2. B.A. Paris " Za zamkniętymi drzwiami"

Można by powiedzieć, że książka jak każda inna. Niespodziewane spotkanie, zauroczenie i miłość, która prowadzi do ołtarza. Romans? W żadnym wypadku. Tak dobrego thillera psychologicznego dawno nie było.

Grace jest uroczą, młoda dziewczyną z talentem malarskim. Opiekuje się młodszą siostrą Millie, która choruje na Zespól Downa. I choć Millie mieszka na razie w szkole z internatem, a Grace pracuje, to mimo to zostają jeszcze weekendy, w które stara się poświęcać siostrze jak najwięcej uwagi. Pewnego dnia, podczas spaceru w parku spotykają Jacka - przystojnego, szarmanckiego  wpływowego adwokata, specjalizującego się w sprawach broniących praw ofiar przemocy domowej. Niczym rycerz na białym koniu wymierza sprawiedliwość i wygrywa każdą sprawę. Marzenie każdej kobiety. Nic dziwnego, że Grace również ulega wpływowi Jacka i szybo się w nim zakochuje. Równie szybki jest ślub i przeprowadzka do okazałego domu adwokata, w którym po ukończeniu 18 roku życia ma zamieszkać również Millie. Grace poświęca wszystko - pracę, przyjaciół i własną niezależność, by stać się perfekcyjną żoną u boku Jacka, który daje jej wszystko. Do czasu. Bańka zaczyna pryskać już podczas podróży poślubnej, by później obrócić w proch wszystkie miłe wspomnienia, które wydarzyły się podczas ich narzeczeństwa. Jack pokazuje swoje prawdziwe oblicze i rzeczywiste zamiary, życie Millie jest zagrożone, a Grace w potrzasku, bo nikt nie wie co się dzieje za zamkniętymi drzwiami...

 

Ta debiutancka powieść ma charakter dwutorowy. Fabuła przeplata się z wydarzeniami, które dzieją się "teraz" i tymi, które miały miejsce "kiedyś"stanowiącymi wspomnienia Grace. Dają one niezwykłe tło, dzięki nim można się dowiedzieć w jaki sposób doszło do późniejszych wydarzeń. Mowa jest w niej o poświęceniu kobiety w imię miłości, o tym jak duży wpływ ma przebieg dzieciństwa na dorosłe życie, o umiejętności maskowania swojego prawdziwego ja. Książka wciąga jak trójkąt bermudzki i długo nie daje o sobie zapomnieć.

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 303
Oprawa: miękka
Cena detaliczna: 32,90zł

3. Aprilynne Pike "Ocalona"
"Ocalona" To powieść z elementami fantastyki, która wciągnie Cię do swego świata jak żadna inna.

Główną bohaterką książki jest 18-letnia Tavia, która cudem ocalała jako jedyna z katastrofy lotniczej. Nie ma rodzeństwa, więc kiedy giną jej rodzice, przeprowadza się do swojego wujowstwa. Ukrywa się przed mediami, które zainteresowane są jej historią, chodzi na terapię i rehabilitację, by móc odzyskać całkowitą sprawność zarówno fizyczną jak i umysłową. Śmierć najbliższych jest bowiem trudna do zaakceptowania. Oparciem dla niej jest jej przyjaciel Benson, do którego zaczyna żywić silniejsze uczucia. Wszystko się komplikuje, kiedy Tavia spotyka tajemniczego chłopaka widmo, który pojawia się w różnych momentach i znika jakby go nie było. Nastolatka czuje się zdezorientowana, ale nie czuję się zagrożona w towarzystwie Quinna, ma przeświadczenie jakby go znała. Wybucha epidemia śmiercionośnej choroby, dziewczynie ujawniają się paranormalne zdolności, a ona sama zaczyna odkrywać prawdę o... sobie. Jej życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo, bo wróg nie przestanie jej ścigać dopóki jej nie zniszczy. Czy Tavia zdoła się uratować? Jaką prawdę o sobie poznała? Kim jest tajemniczy chłopak i ludzie, którzy pragną jej śmierci?


Choć rzadko sięgam po fantastykę, to jednak lubię sobie czasem zrobić przerwę od mojego ulubionego gatunku i sięgnąć po coś innego. Ta pozycja mnie nie zawiodła. W książce ciągle coś się dzieje. Wartka akcja skłaniała do jak najszybszego jej przeczytania. Postaci są dobrze wykreowane, a lekkie pióro autorki zachęca do zarwania nocy przy tej lekturze. W 2015 roku ukazał się drugi tom "Ocalonej". Na pewno nie przepuszczę okazji do poznania jak potoczy się dalej ta zadziwiająca historia.

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 328
Okładka: miękka
Cena detaliczna: 29.90zł

4. Louise O'Neill " Sama się prosiła"

"Sama się prosiła" to książka, która powinna być lekturą obowiązkową w liceum.

Opowiada ona historię Emmy - najpopularniejszej uczennicy w szkole z mocno rozdmuchanym ego. Uważa się ona za najlepszą, najpiękniejszą nastolatkę, a podziw jaki wzbudza wśród koleżanek i kolegów, tylko utwierdza ją w tym przekonaniu. Wszystko zmienia się podczas jednej ferelnej imprezy, po której nic już nie będzie takie same. Dotychczas otoczona wianuszkiem przyjaciół Emma zostaje sama jak palec. Dodatkowo na facebooku pojawiają się jej zdjęcia, których nigdy nie zapomni. Co się wydarzyło na tej imprezie? Jakie zdjęcia  zostały opublikowane w mediach społecznościowych? Czy Emma będzie mogła kiedykolwiek już normalnie żyć?


"Sama się prosiła" to książka poruszająca trudny temat szkolnego życia na świeczniku, jego jakże bolesny upadek, brodzenie w odmętach własnych błędów i wiadra pomyji wylanych na nią przez znajomych. Autorka opowiada jedną sytuację, przez którą całe dotychczasowe życie Emmy runęło w gruzach i ona sama nie widzi już na nim teraz miejsca. Dobrze zarysowana została mentalność nastolatków, pobudki jakimi się kierują, używki, chęć zaimponowania, siła mediów społecznościowych, gwałt i bezkarność oprawców. Cały czas dziwię się, że żyjemy w takim świecie, w którym kłusy strój czy alkohol stają się przyzwoleniem do wymuszenia sexu (?!), a całą winą obarcza się ofiarę,a nie sprawców tego okropnego zajścia.

Co do samej konstrukcji książki - fabuła zaczęła się dosyć późno, na początku nieco mi się dłużyła, by później się rozkręcić. Temat bardzo ciekawy, z życia wzięty. Tak jak napisałam już w pierwszym zdaniu - ta książka powinna być wciągnięta na listę lektur obowiązkowych w liceum lub w 8 klasie szkoły podstawowej. Powinna być szczegółowa omówiona z nastolatkami, by poznając tą okropną historię mogły wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zakończenie jest otwarte, co jednym może pasować a innym nie. Mnie osobiście brakowało jakiegoś konkretnego podsumowania ostatnich wydarzeń.

Wydawnictwo: Feria Young
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 342
Oprawa: miękka
Cena detaliczna: 34,90zł

5. Randy Susan Meyers " Wypadki małżeńskie"
"Wypadki małżeńskie" to książka życiowa, poruszająca temat przemocy emocjonalnej w rodzinie.

Poznajemy w niej perypetie Bena i Maddy - małżeństwa z 15-letnim stażem i trójką dzieci. Maddy jest pracownikiem socjalnym, ale tak naprawdę pracuje na dwa etaty, bo cały dom jest także na jej głowie. Próżno można oczekiwać pomocy od męża, który po pracy chce tylko odpocząć i oczekuje, że wszystko wokół niego będzie zrobione. Ben ma wybuchowy charakter i z byle powodu wpada w gniew uprzykrzając tym samym życie swojej rodziny. Nigdy nie wiadomo w jakim humorze wstanie rano, czy wróci z pracy, a może w ciągu dnia znowu wymyśli jakiś powód do wszczęcia awantury. Maddy choć zaczyna brać antydepresanty, kocha męża i nie jest w stanie od niego odejść. Cały czas pamięta ich miłe chwile, a Ben czasami potrafi być jeszcze ujmujący. Pewnego dnia kiedy małżeństwo jedzie samochodem, Ben wpada w gniew, traci panowanie nad kierownicą i bohaterowie ulegają wypadkowi. Jest to moment przełomowy w życiu całej rodziny. Mady zapada w śpiączkę i zaczyna się walka o jej zdrowie. Czy Maddy wyzdrowieje? Jak sobie poradzi Ben z nową sytuacją? Czy wypadek jest pierwszym krokiem do zmian jakie zajdą w tej rodzinie? Czy coś się zmieni?


O przemocy emocjonalnej się nie mówi, jej nie widać, mimo, że ukrywana w czterech ścianach domu mocno zarysowuje psychikę. Randy Susan Mayers w mistrzowski sposób przedstawia sylwetki bohaterów, z którymi szybko można się utożsamić. Autorka pokazuje także jakie skutki niesie ze sobą gwałtowny charakter i przemoc emocjonalna. Jest to też historia o zrozumieniu, poszukiwaniu własnego ja. Przeczytamy w niej także o chorobie, walce o zdrowie i poszukiwaniu własnej godności. Jest to historia, która toczy się w zakamarkach niejednego domu, a autorka jako nieliczna odważyła się ją opowiedzieć.

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 527
Oprawa: miękka
Cena detaliczna: 39,90zł


Każda z przedstawionych przeze mnie wyżej książek warta jest uwagi i powinna się znaleźć na liście wyzwań zapalonego czytelnika. Długie jesienne wieczory tworzą idealne warunki do zatopienia się w ciekawej książce. Nie pozostaje więc mi nic innego niż życzyć Wam przyjemnej lektury.
Czytaj dalej »

3 października 2017

Intensywnie regenerująca maseczka Biovax - mój hit września

Czy tylko mi tak szybko czas ucieka przez palce? Wrzesień minął nie wiadomo kiedy, a dziś witam się z Wami nowym październikowym postem. Opowiem Wam o masce do włosów, którą z przyjemnością używałam przez ostatni miesiąc. Już wiecie, opinia będzie pozytywna, bo czepiać się tak naprawdę nie mam czego. W roli głównej intensywnie regenerująca maseczka do włosów ze skłonnością do wypadania Biovax L'biotica.


Moje włosy po porodzie stały się nie do zniesienia, słabe, łamliwe i wypadające garściami. Właśnie dlatego wspomagam się suplementacją, unikam prostownic, suszarek i lokówek, a także dopieszczam je odpowiednimi kosmetykami. Miesiąc wrzesień ewidentnie należy do Biovaxu. Maseczkę zaczęłam stosować po przeanalizowaniu niejednej opinii na jej temat. Zaciekawiona udałam się do sklepu i niemalże od razu wylądowała na moich włosach. Systematyczność to słowo kluczowe w tej recenzji. Bez niej chyba nic by się nie udało.

Pojemność intensywnie regenerującej maseczki jest duża. Trudno było mi zużyć te 250ml produktu, bo nie jestem posiadaczką długich i gęstych włosów. Na moje trzy kłaki wystarczyła niewielka ilość, by osiągnąć świetne efekty. Maseczka nie zawiera parabenów, sls i sles, co bardzo mi się podobało. Im mniej chemii, tym lepiej.

Kosmetyk ma kremową konsystencję, dobrze się go rozprowadza na włosach. Pachnie delikatnie taką hm.. świeżością. Nie wiem czy dobrze widać to na zdjęciu, ale ma lekko zielonkawy kolor, takie delikatne awokado.


Intensywnie regenerującą maseczkę Biovax nakładałam na umytę, wilgotne włosy na całej długości, a także na skórę głowy. Owijałam włosy ręcznikiem i czekałam ok 15 minut, po czym spłukiwałam ją ciepłą wodą. Pierwsze plusy są widoczne już podczas rozczesywania włosów - nie ma z tym absolutnie żadnych problemów. Włosy nie są splątane, a czesanie ich, to czysta przyjemność. Na dalsze efekty trzeba było poczekać do wyschnięcia czupryny, ale warto było. Tak lśniące, lejące, miękkie i puszyste włosy to istna utopia, aż chce się ich dotykać.

Maseczka dodaje objętości, co dla mnie było wybawieniem, ale domyślam się, że osoby z naturalnie bujną czupryną mogą widzieć w tym problem. Ja byłam zachwycona. Co do wypadania włosów - nie zauważyłam znaczącej poprawy, ale ja należę do gatunków odpornych na wszelkie zabiegi. Może kiedyś znajdzie się coś lub ktoś, kto mi pomoże z tym problemem. Mimo to jestem bardzo zadowolona z działania tego kosmetyku i serdecznie polecam.

Cena: ok 30 zł
Czytaj dalej »