Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eyeliner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eyeliner. Pokaż wszystkie posty

11 grudnia 2017

Tanie nie znaczy złe. Kosmetyki marki LA LUXE PARIS. Nowości.

Niedawno pokazywałam Wam na blogu dwa lakiery marki LA LUXE PARIS, które totalnie zaskoczyły mnie swoją trwałością i jakością. (Cały post na nich temat znajdziecie TUTAJ.) Idąc za ciosem postanowiłam pochwalić się Wam moją małą kolekcją kosmetyków tej marki, tym samym udowadniając Wam, że tanie nie znaczy złe.

Obojętnie czy wybieramy kosmetyki z wyższej czy niższej półki cenowej zawsze może zdarzyć się tak, że trafimy na bubla. No cóż ciężko każdemu dogodzić, bo przecież każda z nas ma swoje określone oczekiwania co do kolorówki, mamy różne typy cery i odmienne upodobania kolorystyczne. Pokażę Wam dziś piątkę kosmetyków, po które sama lubię sięgać, a których ceny nie są wygórowane, a są nimi podkład magical cover 104 nude, błyszczyk do ust nr 23, pogrubiający tusz do rzęs, korektor do brwi 3w1, oraz eyeliner. Za niewielkie pieniądze stworzysz przy ich pomocy cały makijaż i wierz mi będziesz z niego zadowolona.


LA LUXE PARIS MAGICAL COVER LONG LASTING MAKE UP 104 NUDE

Od czego zaczynamy cały makijaż? Poza nałożeniem kremów na twarz i pod oczy, oraz rozprowadzeniu bazy pierwszym kosmetykiem z kolorówki, po który sięgam jest oczywiście podkład.


Magical Cover mieści się w szklanym, 30ml opakowaniu z pompką. Szkło zawsze pięknie się prezentuje na toaletce i wydaje mi się, że nadaje kosmetykowi charakteru. Złota grafika przyciąga spojrzenie i sprawia wrażenie towaru luksusowego. Pompka to wynalazek wszechczasów, nie każdy podkład ją ma, a ja bardzo doceniam taką formę aplikacji. Nie dość, że jest wygodna, to higieniczna.


Mój kolor oznaczony jest numerem 104 nude. Podkład jest dość jasny (nie mylić z porcelanowym) i wpada w brzoskwiniowe tony. Obecnie, kiedy moja śniada cera załapała w biegu trochę słońca, jest on dla mnie o pół tonu za jasny. Ładnie przystosowuje się do karnacji, ale jednak widać by było niewielką różnicę między twarzą a dekoltem.

Ma on przyjemną konsystencję, która nie spływa z palców podczas aplikacji. Nie jest gęsty, ale do wodnitych też nie należy. Jego nakładanie to czysta przyjemność. Nie tworzy smug i plam. Krycie określiłabym na średnim poziomie - rumieńce na pewno się przez niego przebiją. Na twarzy wygląda naturalnie, więc nie musimy się obawiać efektu maski. Nie podkreśla zmarszczek i suchych skórek, nie wchodzi w załamania. Jedynie czego mogę się doczepić to kwestia matowienia. Po paru godzinach strefa T daję o sobie znać i zaczynam się świecić. Od tego są jednak pudry. Co do trwałości - jeśli nie mamy nawyku dotykania, pocierania twarzy, to podkład ten powinien dobrze się trzymać przez cały dzień.

LA LUXE PARIS 3D COLOUR FIX LIPGLASS NR 23

Według producenta "pielęgnuje i pokrywa usta intensywnym kolorem i zapewnia długotrwały, lustrzany blask".

Znajduje się on w podłużnym, walcowatym opakowaniu o pojemności 7.5ml. Jest ono przezroczyste i wykonane z mocnego plastiku. Aplikator jest w formie miękkiej, płaskiej gąbeczki, która precyzyjnie pokrywa usta kolorem.


Sam kolor nie jest intensywny. Ten, który ja posiadam (nr 23) jest półtransparentny, mimo, że w opakowaniu wygląda na odważny róż. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak się prezentuje w rzeczywistości. Usta pokryte tym błyszczykiem wyglądają naturalnie, a zarazem dzięki połyskowi - kusząco.


3D coulour fix  oprócz tego, że ładnie wygląda, to również pielęgnuje usta. Wargi są nawilżone, bez śladu przesuszeń. Kosmetyk wytrzymuje na nich do pierwszego posiłku, siłą rzeczy podczas jedzenia znika.

LA LUXE PARIS EYEBROW CORRECTOR 3IN1

Korektor do brwi jest zupełną nowością w mojej kosmetyczce. Mam to szczęście, że z natury mam ciemne brwi, więc tylko raz na jakiś czas udawałam się do kosmetyczki na hennę. Lata regulacji jednak sprawiły, że stały się one nieco przerzedzone i tutaj z pomocą przychodzi nam ten świetny produkt - ma on "przyciemniać, nabłyszczać i optycznie regulować brwi".


Korektor do brwi znajduje się w opakowaniu, które kompletnie niczym się nie różni od opakowań wielu tuszy do rzęs. Jest ono podłużne i walcowate, a po odkręceniu naszym oczom ukazuje się szczoteczka. Gdyby nie grafika, która wskazuje do czego się używa ten kosmetyk, można by się było pomylić.


Korektor jest w formie dość rzadkiego, czarnego płynu/tuszu. Szczoteczka nie pozwala na przesadzenie z jego ilością, jedynie na końcówce zbiera się go więcej i za jej pomocą można precyzyjnie nałożyć go nawet w najwęższe miejsca łuku brwiowego.


 Po nałożeniu korektora na brwi potrzebuje on krótką chwilkę na wyschnięcie, jednak od razu po aplikacji widać już efekt jego działania. Włoski stają się przyciemnione, łuk brwiowy jest mocniej zarysowany. Miejsca, które są przerzedzone stają się wypełnione/zabarwione, dzięki czemu ten problem optycznie nie rzuca się w oczy. Korektor rzeczywiście nabłyszcza brwi, które prezentują się genialnie. Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten produkt, bo stał się on moim ulubieńcem. Z nim żadna henna nie jest potrzebna.

LA LUXE PARIS LIQUID PRECISION EYELINER

Eyelinerów testowałam w swoim życiu już dużo od tych z aplikatorami, po żelowe i te w pisaku. Jak się domyślacie nie ze wszystkich byłam zadowolona. Moje opadające powieki nie pozwalają na wyrysowanie grubych kresek, bo automatycznie wyglądałabym tak, jakbym miała całe czarne oko. Trochę trzeba się napracować, ale nawet przy takim problemie można sobie dać radę.


Eyeliner znajduje się w maleńkim opakowaniu. Błyszcząca czerń i złote napisy, jak również elementy zdobień sprawiają, że opakowanie wygląda rewelacyjnie. Nakrętka od aplikatora jest cienka i podłużna, z łatwością można ją odkręcać i trzymać w dłoni.


Kosmetyk ten jest kruczoczarny. Aplikator jest w formie sztywnej gąbeczki, która wygląda podobnie jak ta znajdująca się w pisakach. W zależności od siły nacisku, oraz kąta malowania można zrobić nim kreski od cienkiej do grubej. Po wyrysowaniu kreski muszę odczekać parę sekund do jego całkowitego wyschnięcia. Mając opadające powieki, muszę robić tak niemalże z każdym tego typu produktem, więc to nie jest dla mnie żadna nowość.

W ciągu dnia liquid precision eyeliner spisał się bardzo dobrze. W nienaruszonym stanie przetrwał calusieńki dzień, przy czym nie pękał, nie rozmazywał się i nie osypywał. Nie jest wodoodporny, ale tego już producent nie obiecywał.

LA LUXE PARIS VOLUME EXPERT MASCARA

Tusz do rzęs jest zwieńczeniem makijażu oka. To on sprawia, że rzęsy wyglądają zalotnie unoszą się, pogrubiają czy podkręcają. Ten sygnowany marką LA LUXE PARIS jest umieszczony w 10ml opakowaniu o pięknym żółtym kolorze. Nie sposób zgubić go w torebce, gdyż jego barwa przyciąga wzrok jak magnez.

Produkt ten posiada sylikonową szczoteczkę, która ładnie rozdziela włoski. Czarny kolor idealnie je podkreśla. Stopień pogrubienia rzęs zależy od tego ile warstw tuszu nałożymy, przy czym przy jednej warstwie rzęsy będą wyglądać bardziej naturalnie, przy każdej kolejnej pogrubienie będzie większe, ale istnieje ryzyko sklejenia rzęs i zobaczenia efekty owadzich nóżek, czego nie polecam.


Na rzęsach przetrwał cały dzień, jednak zaważyłam, że podczas dużych upałów zaczął się on nieco z nich osypywać. Nie rozmazywał się, tylko delikatnie kruszył. Wina może leżeć też po mojej stronie, gdyż mam tendencję do pocierania oczu od słońca. Niemniej jednak jestem z niego zadowolona.



Kosmetyki marki LA LUXE PARIS w mojej ocenie wypadły dobrze. Szczególnie upodobałam sobie korektor do brwi i eyeliner, bez których nie wyobraża sobie makijażu oka.

2 października 2014

Eyeliner'y Lovely. Takie same? Tylko z wyglądu.

W swojej kolekcji eyeliner'ów mam dwa firmy Lovely. Jeden z nich kupowałam na promocji w Rossmannie a drugi na początku lata. Miałam trochę czasu,że by dobrze je poznać i okazuję się,że choć łączy je jedna marka to jednak w działaniu są zupełnie inne. Mam wśród nich ulubieńca, ale też i bubla. Można? Można.

Opakowania:

Opakowania tych eyeline'rów są takie same. Mają ten sam kształt łezki z długim uchwytem pędzelka. Otwierają się poprzez odkręcanie. Różnią je jedynie kolory i nazwa.



Opis producenta:

Eyeliner matte - granatowy.

"Eye liner matte, który daje zupełnie matowe wykończenie na oku, a lekko roztarty idealnie pasuje do przydymionego makijażu. Aplikatorem w pędzelku można narysować równą idealnie matową kreskę. Eyeliner matte jest bardzo trwały i wydajny."

Eyeliner turquise wave.

"Turkusowy i matowy eyeliner do oczu. Nowoczesna formuła zapewnia łatwość aplikacji, trwałość oraz intensywny kolor. Miękki pędzelek pozwala na idealne poprowadzenie kreski na powiece. Turkusowym eyelinerem zaznaczamy linię wodną oka dodając spojrzeniu kokieterii. Bądź trendy w tym sezonie!"



Składy:
Choć szukałam długo to niestety ich nie znalazłam. Nie ma ich na opakowaniach, ani na stronie producenta.

Moja opinia:

Obydwa eyelinery mają te same pędzelki - są one cienkie, ale można nimi narysować ładną kreskę. Niestety podczas aplikacji trzeba kilkakrotnie maczać pędzelek, gdyż jeden raz nie wystarczy na pokrycie całej linii powieki.




Eyeliner matowy:
Po namalowaniu kreski, potrzebuję chwili, aby całkowicie wyschnąć. Przez tą chwilę niestety można odbić sobie ją na pozostałej części powiek. Zwłaszcza jeśli one Wam opadają to już na 100% zrobicie sobie lustrzane odbicie makijażu. Konsystencja jest dość wodnista i lubi robić smugi.


Kolor rzeczywiście jest matowy i równocześnie intensywny.


Matowy eyeliner ma jedną wielką wadę - po pewnym czasie, zaczyna pękać na powiecie, kruszyć się i odpryskiwać. Szczerze odradzam malowania nim oka na całodzienne lub całonocne wyjścia.

Eyeliner turquoise wave:



Podobnie jak matowy ma lekką konsystencję i wysycha w ciągu kilkunastu sekund. Aby uzyskać na oku intensywny kolor należy poprawić kreskę 2-3 razy, co nie jest fajne zwłaszcza wtedy, gdy się gdzieś spieszymy. Turkus bardzo mi się podoba. Mimo,że nie ma drobinek to ma on taki perłowy blask. Na oku prezentuje się bardzo ładnie i w okresie letnim często go używałam. Jest on lepszy od matowego, gdyż w ogóle się nie kruszy i nie odpryskuje. Może się jedynie trochę ścierać w ciągu dnia, zwłaszcza jeśli mamy tendencję do dotykania palcami oczu. Poniżej parę zdjęć z użyciem tego eye linera.





Według mnie efekt jest o wiele ciekawszy niż przy matowej kresce.



 Podsumowując:

Obydwa eyelinery należą raczej do średniaczków. Są tanie, bo kosztują ok 5zł i kupując je nie wahałam się ani chwili. Teraz, gdy je już poznałam, wiem,że nie kupię więcej eye linera matowego, z tego względu,że się kruszy i odpryskuje, przez co jego trwałość jest znikoma. Jeżeli chodzi o turquoise wave - myślę,że jeszcze po niego sięgnę. O wiele dłużej trzyma się na oku i bardzo mi się podoba efekt jaki nim uzyskałam. Jeśli jednak znajdę tusz do kresek o tym samym kolorze, lecz innej firmy, który wypadnie lepiej w mojej opinii to całkowicie zrezygnuję z ponownego zakupu obydwóch produktów.

A może jesteście w stanie polecić mi turkusowy eyeliner, który jest lepszy od tego co mam?
Jakiej firmy eyelinery najczęściej kupujecie? Może jakiś ulubieniec?

13 maja 2014

Mój ulubiony eyeliner

Już dawno przymierzałam się do tego postu. Właściwie już od chwili kiedy nabyłam to cudeńko, a było to podczas ostatniej rossmannowej promocji. W tym miejscu pokazywałam Wam co wtedy wpadło do mojego koszyka. Zapraszam Was na recenzję gel eyelinera eyestudio lasting drama marki Maybelline.

Opakowanie:
Gel eyeliner został umieszczony w maleńkim, szklanym słoiczku o pojemności 3g. W zestawie był dołączony pędzelek, a całość dodatkowo zamknięta była w kartonowe pudełko, na którym można znaleźć najważniejsze informacje dotyczące produktu.


Opis producenta:



Skład:



Działanie:

Nie będę ukrywać,że produkt ten spisał się u mnie na medal. Zresztą same mogłyście to wywnioskować czytając tytuł. Dowiedziałam się o nim czytając u kogoś na blogu jego zalety. Niedługo po tym była promocja w Rossmennie, więc pobiegłam tam już z  zaplanowanym zakupem. Produkt bez problemu udało mi się jeszcze dostać. Przyszedł czas na testy. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to oczywiście wygląd. Mały słoiczek z metalową nakrętką wygląda prosto, lecz gustownie. Dla mnie jest on po prostu bardzo estetyczny i elegancki. U mnie ma on swoje miejsce na półce pod lustrem. Zajmuje mało miejsca i zawsze mam go pod ręką.



Produkt, jak zresztą sama nazwa mówi powinien mieć konsystencję żelu, mi natomiast bardziej przypomina masełko. Jest bezwonny.



Dołączony do zestawu pędzelek jest bardzo dobrze wyprofilowany. Włosie się nie rozwarstwia i przez cały czas pozostaje w takim porządku jaki nadał mu producent.



Jestem totalnym antytalentem jeżeli chodzi o robienie kresek na powiece, ale muszę przyznać,że używając dołączonego do zestawu pędzelka wcale nie trzeba mieć jakiegoś doświadczenia w malowaniu. Gel liner praktycznie sam sunie po powiece, a pędzelek precyzyjnie go rozprowadza. Produkt ma piękny kolor głębokiej czarni. Wcześniej miałam eyeliner w płynie innej marki i wyszedł on przy lasting drama bardzo blado. W przypadku tego ostatniego czerń zaskakuje swą intensynością, aż by się chciało rzec,że jest czarna jak smoła. Produkt na szczęście nie odbija się na powiece i cały dzień spokojnie się na niej trzyma. Pędzelkiem można malować zarówno cienkie jak i grube kreski.



Zdjęcie nie jest idealne i tak na prawdę nie pokazuję uroku tego eyelinera, ale nie mam odpowiedniego sprzętu, a robienie sobie samej zdjęć telefonem wchodzi mi tylko w ten sposób.



Gel eyeliner lasting drama jest dostępny m.in w Rossmannie w cenie ok 35 zł, ja go kupiłam pół roku temu w promocji -40% , a ubyło go niewiele, więc jest też wydajny. Przyznam Wam się,że przy okazji ostatniej promocji - 49% zakupiłam kolor śliwkowy tego żelu, ale coś mi w nim nie pasuje - jest suchy i ciężko się go rozprowadza. I tak jak czerń z całego serducha polecam tak na ten moment fiolet odradzam. Niby taki sam gel, a taka różnica. Nie wiem jak to wytłumaczyć.