29 lutego 2016

Pierwsze zakupy w Yves Rocher. Co zyskujesz, gdy kupujesz?

Niedziela była na wariackich papierach. Wszystkie plany jak na złość wzięły w łeb. Mieliśmy jechać do mojego siostrzeńca na 8urodziny. Kiedy byliśmy już w progu dzwoni siostra, że choróbsko ich dopadło. Skoro byliśmy już jedną nogą w samochodzie postanowiliśmy wykorzystać ten czas inaczej i jechać do kina. Pół godziny staliśmy w kolejce po bilety, po czym okazało się,ze wszystkie są wyprzedane. Grr.. Już nie wspomnę o tym,że jechaliśmy tam ponad 30km. Trochę zrezygnowani poszliśmy coś przekąsić i skoro byliśmy w galerii pochodziliśmy także po sklepach. Moją uwagę przykuł Yves Rocher, do którego wybierałam się jak ta sójka za morze. Do zakupów internetowych też mi śpieszno nie było, no ale skoro już tam byłam, to postanowiłam zrobić swoje pierwsze zakupy i poszłam po żel pod prysznic. Taaaa... na żelu się jednak nie skończyło. Opowiem Wam dzisiaj trochę o moich pierwszych wrażeniach związanych z zakupami w tym sklepie.


Sklepik w Gnieźnie był niewielki, ale wystarczająco duży, aby pomieścić całą ofertę marki. Kiedy weszłam do niego i zaczynałam rozglądać się po półkach podeszła do mnie bardzo sympatyczna ekspedientka, która chciała mi pomóc w wyborze. Nie była ona przy tym nachalna, nie chodziła za mną krok w krok patrząc na ręce jak na potencjalnego złodzieja. A ja podziękowałam i powiedziałam,ze jak już się na coś zdecyduję to poproszę o radę.

Kiedy już płaciłam za zakupy, Pani zapytała mi się czy posiadam kartę członkowską. Nie miałam, ale założyłam. Z tego tytułu przez 2 miesiące mogę kupować jakiś kosmetyk do pielęgnacji i kolejny dowolny z rabatem 40 %. Mogę zbierać pieczątki. Za każde wydane 10zł otrzymuje się 1 pieczątkę. Jeśli uzbiera się 20 pieczątek, można je wymienić na prezent o wartości 20zł, ale niekoniecznie - można zbierać dalej do 50 i 90 pieczątek, co odpowiada równowartości prezentu. Przy kolejnych zakupach otrzymam tusz do rzęs o wartości 57zł, oraz mogę korzystać do woli z tych 2 rabatów obniżających zakup jakiegoś kosmetyku o 40%. Dodatkowo otrzymałam również 3 kupony rabatowe, które mogę wykorzystać zarówno w sklepie stacjonarnym jak i internetowym do końca sierpnia. Na urodziny marka również kusi jakąś niespodzianką.

A oto co wybrałam:


1.Nawilżająca mgiełka do ciała z wyciągiem z aloesu. Kosztowała 24.90zł, zapłaciłam14.94zł.
2. Żel pod prysznic zielona cytryna z Meksyku. 9.90zł
3. Balsam do ust malina. Kosztował 8.90zł, zapłaciłam 7.90zł
4. Peelingujący olejek do dłoni. Kosztował 17.90zł, zapłaciłam 10.74zł
5. Kulka/płyn do kąpieli wanilia 1.90zł - brakowało mi złotówki do kolejnego znaczka, dlatego wzięłam kulkę.

Przy kasie, Pani ekspedientka namówiła mnie na nawilżający płyn micelarny, który mogłam nabyć z rabatem i zamiast 26.90zł, zapłaciłam 15,90zł.


Płacąc otrzymałam w gratisie 3 próbki, oraz miniaturę peelingu do ciała o wartości 5,90zł (30ml), jak również wspomniane przeze mnie wcześniej kupony rabatowe, kalendarz i zieloną księgę urody. Mogę zaprosić przyjaciółkę i kiedy ona założy kartę dostanie w prezencie duży żel pod prysznic. Co ja z tego będę miała ? Pięć dodatkowych znaczków.


Moje pierwsze zakupy wyniosły 96.30zł, a zapłaciłam 61.30zł . Prawda, że się opłaca? Jestem pozytywnie zaskoczona podejściem do klienta, ilością promocji, rabatów i gratisów. Jestem pewna, że jeśli tylko te kosmetyki się u mnie spiszą zostanę wierną klientką.
Czytaj dalej »

27 lutego 2016

Oczyszczanie i pielęgnacja twarzy - poczuj się w-SPA-niale - Maska algowa peeling Dermuss

Weekend to czas, kiedy diametralnie zmienia się moja pielęgnacja. Sięgam wówczas po peelingi, maseczki i olejki, aby odświeżyć cerę, dać jej odpocząć i oczyścić ją dogłębnie po tygodniu zmagań, życiu w ciągłym pędzie i stresie, który jest nieodzowną częścią naszej egzystencji. Sobota to chwila dla mnie i mocno pilnuję moich kosmetycznych rytuałów. W związku z tym pokażę Wam dzisiaj produkt, który ostatnio na dobre zagościł w mojej łazience, a jest nim maska algowa peeling marki Dermuss.

Opakowanie:
Duży, bo aż 650ml plastikowy słoiczek, z odkręcaną srebrną nakrętką.


Opis producenta:
"Maska typu „peel off” w postaci peelingu enzymatycznego jest przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Połączenie owoców papai i ananasa doskonale złuszcza martwe komórki naskórka. To wszystko dzięki zawartym w owocach enzymom, które działają jak delikatne eksfolianty. Skóra jest nawilżona, gładka i odzyskuje swój naturalny blask. Maska stanowi doskonałe uzupełnienie pielęgnacji domowej oraz zakończenie profesjonalnego zabiegu kosmetycznego."

Skład:
Kaolin, Diatomaceous Earth, Bentonite,Titanum Dioxide, Maltodextrin, AnanasSativus (Pineapple) Fruit Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract
  • alginat z alg - 100% ekstrakt z alg brunatnych, bogaty w witaminy, aminokwasy, mikroelementy; głęboko nawilża i regeneruję skórę,
  • naturalny ekstrakt z ananasa - zawiera enzym papaina i bromelaina, które skutecznie usuwają martwe komórki naskórka,
  • naturalny ekstrakt z papai - zawiera enzymy papaina i bromelaina, które skutecznie usuwają martwe komórki naskórka.



Moja opinia:

Opakowanie mojej peelingującej maski algowej jest wielkie i podejrzewam,że wystarczy mi na jakieś 4 miesiące regularnego, cotygodniowego stosowania. Obecnie używam go już od przeszło dwóch miesięcy i właśnie sięgnęłam połowy opakowania. Produkt ten można jednak nabyć w dwóch mniejszych wersjach - 250g i 30g. Jest to świetna opcja dla tych, którzy nie lubią się przywiązywać do kosmetyków i często je zmieniają.


Maska algowa peeling jest świetnie zabezpieczona w swoim dużym opakowaniu. Wieczko, jeśli jest dobrze zakręcone nie ma prawa samo się otworzyć. Wierzch słoiczka pokryty jest dodatkowo złotkiem, które zrywamy przed pierwszym użyciem.

Maska algowa peeling jest w postaci białego proszku. Wygląda zupełnie jak mąka pszenna, czy znane nam wszystkim glinki. Jest bezwonna i aksamitna w dotyku.


Do całego zestawu dołączona jest miarka, bez której nie wyobrażam sobie odpowiedniego odmierzenia produktu. Oczywiście jakby jej nie było, to jakoś trzeba by było sobie radzić, ale nie ukrywam, że pomysł z miarką jest bardzo przemyślany i wygodny dla użytkownika.

Aby stworzyć mieszankę potrzebujemy plastikową miseczkę, pędzelek i wodę. Proszek należy zmieszać z wodą w stosunku 1:1 (jedna miarka proszku i jedna miarka wody). Następnie energicznie mieszamy, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Po tym czasie od razu należy nakładać maskę na twarz i cieszyć się jej obecnością przez 15-20 minut. Ostatnim krokiem jest zmycie maseczki letnią wodą.


Przyznam się szczerze, że nie do końca trzymałam się tych proporcji. Zauważyłam bowiem, że tworząc mieszankę w stosunku 1:1 jest ona na tyle rzadka,że podczas nakładania miała tendencję do chlapania na ciało, ubrania i meble. Zwyczajnie spływała z pędzelka. Dodawałam więc trochę mniejszą ilość wody od tej, którą zalecił producent i wszystko było już dobrze.

Przez te 15-20 minut, które należy trzymać maskę na twarzy, mieszanka na niej wysychała i pojawiało się delikatne uczucie ściągnięcia. Czasami spryskiwałam twarz mgiełką z ekologiczną wodą z gałązek oliwnych i ekstraktem z oliwek marki Apis. Mgiełkę tę czasem wykorzystywałam zamiast wody przy sporządzaniu mieszanki.


Po upływie wyznaczonego czasu zmywałam mieszankę letnią wodą. Była wówczas już wyschnięta i popękana. Efekt, który uzyskałam spełnił moje najśmielsze oczekiwania. Twarz była miękka i aksamitna w dotyku jak pupka niemowlaka. Pory idealnie oczyszczone i zwężone, cera rozjaśniona, zmatowiona i pełna zdrowego blasku. Po tym zabiegu cera jest odprężona i promieniejąca. Nie pojawia się już uczucie ściągnięcia, czy wysuszenia, wszystko jest w jak najlepszym porządku.Tak naprawdę na tym etapie pielęgnacja mogłaby się zakończyć, bo skóra twarzy nie krzyczy o więcej. Nałożenie kremu czy olejku na noc jest więc naszym chciejstwem, nie koniecznością.

Maska algowa peeling marki Dermuss zalecana jest dla każdego rodzaju cery i można ją nabyć za ok 50 zł za 650 ml. W tym przypadku cena i jakość idą w parze i warto zafundować naszej cerze takie wSPAniałe dopieszczenie jakie funduje nam maska algowa peeling marki Dermuss.
Czytaj dalej »

25 lutego 2016

My Blog My Passion Vol. 2 ZAPISY

Kochane ruszyły zapisy na drugą edycję organizowanego przeze mnie charytatywnego spotkania blogerek w Mogilnie. Jeśli macie ochotę spotkać się w gronie dwudziestu wspaniałych dziewcząt, dobrze się bawić, powarsztatować i przy okazji zrobić coś dobrego to czekam na Was. Zapisy trwają do końca lutego, znajdziecie je na oficjalnym fp spotkania. To co, widzimy się?


A teraz zapraszam Was na garść wspomnień. Zerknijcie jak spędziliśmy czas podczas ostatniej edycji. KLIK i KLIK

Tutaj znajdziecie mały wywiad ze mną KLIK, a tutaj wspomnienia uczestniczek pierwszej edycji KLIK.


Czekam na Wasze zgłoszenia :) Nie może Was tam zabraknąć :)
Czytaj dalej »

24 lutego 2016

Dlaczego nie możesz spać podczas pełni księżyca?

Na co dzień nie mam żadnych problemów ze snem. Po całym dniu się kładę i wystarczy chwila, bym odpłynęła w niebyt. Wieczorem lubię czytać książki, a później śpię jak kamień. Są jednak takie noce w miesiącu kiedy sen nie przychodzi i choćbym nie wiem jak się wysilała, to zasnąć nie mogę. Patrzę tylko rozpaczliwie na wyświetlacz zegarka i odmierzam kolejne godziny. W końcu padam, ale jest już wtedy grubo po 3 w nocy. Wszystko to dzieje się podczas pełni księżyca. Już nawet nie muszę wychodzić z łóżka, by szukać srebrnego globu za oknem. Po prostu wiem, że tam jest i świeci jak szalony, a ja nie mogę spać. I tak jest co miesiąc. Zrozpaczona brakiem snu postanowiłam poszukać informacji na temat wpływu księżyca na ludzki organizm. To, co znalazłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.


Szwajcarscy naukowcy podczas eksperymentu przeprowadzonego z udziałem ok 30 uczestników udowodnili, że pełnia księżyca znacząco wpływa na jakość snu. W organizmie spada poziom melatoniny - hormonu, który go reguluje.

Księżyc przyciąga do siebie masy wody. W zależności od tego w jakim położeniu znajduje się on na orbicie okołoziemskiej, wyróżniamy dwa zjawiska przypływu i odpływu. Ciało człowieka składa się z ok 60% z wody, więc nieuniknione jest to, że także może podlegać wpływom faz księżyca, np poprzez lunatykowanie.

Podczas pełni wzrasta aktywność ludzi. Podobno notuje się więcej przestępstw, ale nie jest to w żaden sposób udowodnione jego wpływem. Światło księżyca rozjaśniające noc może być po prostu lepszym sposobem na włamanie i kradzież.


Niestety potwierdzoną informacją jest fakt, że podczas pełni wzrasta liczba zabójstw. Udowodnili to psychologowie i naukowcy w oparciu o kroniki kryminalne, które wnikliwie analizowali. Wszystko wskazuje na to, że podczas pełni wzrasta poziom agresji i człowiek jest zdolny do najgorszych zbrodni.

Istnieją również pogłoski, że podczas pełni lepiej nie umawiać się na operację, gdyż rany wszelkiego rodzaju goją się trudniej. Podobno nawet miesiączki są bardziej obfite. U siebie tego nie zauważyłam. Nie przyszło mi na myśl, aby przypisywać takie rzeczy księżycowi.

Na koniec napiszę, że wszystkie powyższe teorie mieszczą się w granicach błędu statystycznego, więc nie jest pewne, że księżyc ma jakikolwiek wpływ na człowieka. Mnie satysfakcjonuje informacja, że Księżyc rzeczywiście  wpływa na sen, co co miesiąc niestety dotkliwie odczuwam.
Czytaj dalej »

22 lutego 2016

Mango w kąpieli - żel pod prysznic The Body Shop.

Miałam chwilową przerwę w pisaniu, ale choróbsko rozłożyło całą moją rodzinę łącznie ze mną. Walczymy dzielnie, a ja korzystając z pierwszego dnia bez gorączki postanowiłam przygotować dla Was ten wpis. Będzie bardzo przyjemnie i pachnąco, a to wszystko za sprawą cudownego kosmetyku do kąpieli o zapachu mango. W roli głównej żel pod prysznic The Body Shop.

Opakowanie:
Przezroczysta butelka o pojemności 250ml z zamknięciem typu klik.


Opis producenta:
"Żel pod prysznic i do kąpieli. Pozostawia skórę miękką, gładką, czystą. Bez dodatku mydła. Bardzo dobrze się pieni, ma właściwości nawilżające skórę, pozostawiając ją wspaniale pachnącą.
Zawiera wyciąg z pestek mango.
"

Skład:



Moja opinia:
Żel pod prysznic o zapachu mango marki The Body Shop przyleciał do mnie z Anglii, a dostarczył mi go mój przyjaciel, który znając moje kosmetyczne zamiłowania obdarował mnie kilkoma fajnymi produktami.
Z samą marką miałam już kiedyś do czynienia. W przeszłości recenzowałam peelingujący żel pod prysznic o zapachu truskawki, który notabene nie skradł mojego serca. Pamiętając moje odczucia, żel ten miał wysoko postawioną poprzeczkę. Dla mnie samej był to sprawdzian, który miał mnie przekonać do kąpielowych dobrodziejstw tej marki i muszę przyznać,że w przeciwieństwie do jego poprzednika, polubiłam go już od pierwszego użycia.


Żel pod prysznic mango The Body shop ma fajną leistą konsystencję. Nie jest on zbyt rzadki, ani też za gęsty. Nie trzeba go wyduszać z butelki, w łatwy sposób można zaaplikować odpowiednią ilość. Powiedziałabym, że jego struktura jest odpowiednia, by móc w łatwy sposób wydostać się przez niewielki otwór, który znajduje się u wylotu opakowania.

Jego kolor, jak również grafika, która znajduje się na opakowaniu przypominają słońce w upalny letni dzień. Jednak to, co zwraca szczególną uwagę to zapach - słodki, pyszny, wyśmienity i bardzo intensywny. Przypomina mocno dojrzałe mango doprawione dodatkowo nutką słodyczy. Mango wodzi na pokuszenie i daje potężną dawkę energii. Podczas kąpieli można się odprężyć i cieszyć zmysły pięknym aromatem.


Zarówno w kąpieli jak i pod prysznicem kosmetyk ten sprawuje się wybornie. Dobrze się pieni aplikowany za pomocą rąk, ale przy użyciu gąbki staje się prawdziwą pianotwórczą maszyną. Dzięki temu jest on bardzo wydajny. Kolejnym plusem jest fakt,że nie wysusza skóry. Spodziewałam się,że będzie inaczej - jednak wysoko w składzie jest zapach i sądziłam, że ciało będzie przesuszone, ale nie, nic takiego nie miało miejsca. Żel nieproszony się nie wyleje, ale trzeba uważać na paznokcie przy otwieraniu, gdyż zamknięcie mocno trzyma. Jest jeszcze coś za co uwielbiam też żel - zapach, który koi zmysły podczas kąpieli, zostaje długo na skórze. Mnie nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Podsumowując żel pod prysznic mango The Body Shop spełnił moje oczekiwania i zaostrzył mój apetyt na produkty tej marki. Można go kupić za ok 25zł, ale marka ma wiele fajnych promocji, podczas których można kupić np 3 żele, a zapłacić tylko za dwa. Warto skorzystać.
Czytaj dalej »

16 lutego 2016

Intensywna 30-dniowa kuracja odmładzająco - wygładzająca Dermo Future i zmarszczki znikają.

Wczorajsze dobre wieści wprawiły mnie w taką euforię, że chodziłam jak nakręcona. Nie co dzień jednak staje się na podium w kategorii najpopularniejszych blogów urodowych w Polsce. Mam brąz! Cieszę się ogromnie, ale miejsce to było okupione ciężką pracą i ciągłym udoskonalaniem swojego warsztatu. We wstępie tego postu chciałam Wam podziękować - za to, że tu zaglądacie, komentujecie i kibicujecie mi. Wiele to dla mnie znaczy i daje dużego kopa do działania - dzięki!

Przechodząc do tematu głównego tego wpisu - zaprezentuje Wam dzisiaj kolejne kosmetyczne dziecko marki Dermo Future - Intensywną 30- dniowa kuracja odmładzająco - wygładzająca. Jako,że mój mąż jest ode mnie 7 lat starszy postanowiłam urządzić mu w domu małe spa. Co z tego wyszło i czy udało mi się przekonać mojego mężczyznę do stosowania mazideł? Za chwile poznacie odpowiedzi na te i inne pytania.


Opakowanie:
Zestaw do 30-dniowej kuracji odmładzająco - wygładzającej Dermo Future został umieszczony w kartoniku, którego przód stanowi folia. Poniżej opiszę poszczególne elementy dokładniej.



Opis producenta:
"Intensywna 30-DNIOWA kuracja odmładzająco –wygładzająca
W ciągu 2 minut  widoczne wygładzenie zmarszczek

100% kolagen + elastyna + koenzym Q10

Zabieg Dermofuture  to intensywna kuracja trwająca 30 dni wygładza zmarszczki i linie mimiczne, poprawia jędrność skóry twarzy, szyi i dekoltu. Składniki aktywne (kolagen + elastyna) jest to globalny program liftingujący, strategia anti-age, mająca na celu wygładzenie zmarszczek, przywrócenie prawidłowego kształt owalu twarzy oraz zagęszczenie struktury tkanki tłuszczowej. Oparty na działaniu lineranym, polipeptydu zwanego tropoelastyną. To zabieg będący najnowszym narzędziem w walce o młodszy wygląd.
Efekt widoczny już po pierwszym zabiegu. Dla optymalnych rezultatów zaleca się stosowanie codziennie  przez 30 dni. Zabieg wykonujemy wieczorem, tak aby skóra regenerowała się nocą.
Kolagen i elastyna są podstawowymi składnikami tkanki łącznej w skórze. Kolagen jest białkiem, które odpowiada za odpowiednie nawilżenie, natomiast elastyna – za elastyczność i sprężystość skóry. Do pewnego wieku białka te są w sposób naturalny wytwarzane przez organizm. Jednakże wraz z postępującym procesem starzenia kolagen traci swoje zdolności wiązania wody, a produkcja elastyny – zanika (i skóra przestaje być w pełni elastyczna). Stąd – konieczne staje się uzupełnianie poziomu tych białek przy użyciu intensywnej 30 – dniowej  kuracji.
Kuracja odmładzająco - wygłądzająca , zawiera  zarówno kolagen jak i elastynę – składniki te bowiem doskonale się uzupełniają. Kolagen w postaci rozpuszczalnej w wodzie stanowi mieszaninę z hydrolizatem elastyny. Elastyna jest wykorzystywana skutecznie w preparatach do skóry starzejącej się, pomarszczonej lub nieelastycznej. Zalecana jest głównie dla skóry podatnej na tworzenie się zmarszczek lub utratę elastyczności szczególnie w obrębie szyi, dekoltu, rąk i wokół oczu.  W takim połączeniu kolagen  stanowi warstwę ochronną przed niekorzystnym oddziaływaniem otoczenia, a elastyna zapewnia optymalne nawilżenie i wygładza skórę.
Kuracja polecana dla cery dojrzałej, noszącej pierwsze ślady zmarszczek, ale także suchej, zniszczonej oraz często narażonej na promieniowanie UV.
EFEKTY :
większa elastyczność
zwiększona  retencję wilgotności
gładki, jedwabisty wygląd
redukcja zmarszczek mimicznych

KAPSUŁKI  ELASTYNY  ZWIĘKSZAJĄCE  NAPIĘCIE SKÓRY
DO SKÓRY DOJRZAŁEJ, WYMAGAJĄCEJ REGENERACJI.
Elastyna to białko, które stanowi główny składnik sprężystych włókiem w skórze, dzięki czemu odpowiada za elastyczność i rozciągliwość tej tkanki. Elastyna występuje w organizmie ludzkim naturalnie. Co więcej – do pewnego wieku mają one naturalną zdolność do regeneracji. Niestety około 25 roku życia ten proces ulega spowolnieniu, i wraz z upływem lat jego tempo i intensywność gwałtownie maleją. W rezultacie skóra całego ciała traci swoją pierwotną elastyczność i sprężystość.

AKTYWNY KOLAGEN W ŻELU
DO SKÓRY SUCHEJ, DOJRZAŁEJ , WYMAGAJĄCEJ REGENERACJI.
Kolagen nazywany jest białkiem młodości, bo jest odpowiedzialny przede wszystkim za opóźnianie efektów starzenia się skóry. Kolagen stanowi 70 proc. masy białek skóry i 30 proc. całkowitej masy białka ludzkiego. Dzięki temu uważany jest za najważniejsze białko w ludzkim organizmie. Z upływem lat jego ilość ulega degradacji, co niekorzystnie wpływa na zmianę w naszym wyglądzie. Zabieg odmładzająco – regenerujący, pozwala uzupełnić braki kolagenu w komórkach, a dzięki temu uelastycznia i zwiększa gęstość skóry.

Preparat Dotleniający z koenzymem Q10
to kremowa maska dotleniająca, przeznaczona do zintensyfikowania transportu  kolagenu i elastyny w głąb skóry . Zawarte w preparacie składniki aktywne zapewniają nadzwyczajne działanie dotleniające oraz neutralizujące wolne rodniki oraz poprawiające koloryt i wchłanialność kolagenu i elastyny .  Recepturę maski wzbogacono w:  koenzym Q10 – stymulator procesów życiowych komórek, tj. wymiana energetyczna i tlenowa, chroni elastynę i kolagen przed degradacją; witaminy E, C – neutralizują wolne rodniki i chronią przed fotostarzeniem oraz wzmacniają antyrodnikowe działanie koenzymu Q10; witaminę A – regeneruje i działa przeciwzmarszczkowo, wpływa na pogrubienie i renowację skóry (dzięki zwiększeniu produkcji i zreperowaniu włókien kolagenu i elastyny) Olej migdałowy: zmiękcza i wygładza naskórek,  łagodzi podrażnienia i stany zapalne.

Wykonanie zabiegu  krok po kroku :
Zabieg  wykonujemy  wieczorem przed snem
Krok 1 : Wykonaj demakijaż oczu i twarzy płatkiem kosmetycznym nasączonym płynem micelarnym np. Dermofuture
Krok 2: Połącz  kapsułkę ELASTYNY  z 3 dawkami AKTYWNEGO KOLAGENU z dozownika szklanego, który jest umieszczony  w butelce , zakończony gumowa końcówką. Wymieszaj na gładką masę. Gotowy preparat wmasuj delikatnie w twarz , okolice oczu i ust , poczekaj do wchłonięcia. Nastąpi odczucie,  wizualnie widoczne, wygładzenia i naciągnięcia skóry.
Krok 3: Następnie na  skórę nałóż preparat dotleniający i delikatnie wmasuj do wchłonięcia, dotleni on skórę i pozwoli na całonocną prace komórek zwiększając napięcie włókien kolagenu i elastyny.
Krok 4: Po całonocnym odpoczynku, rano, nałóż na skórę krem dzienny.
Zabieg standardowy w warunkach domowych może zajmować od  5 do 10 minut. Zabieg należy powtarzać jeden raz  dziennie, wieczorem. Już po pierwszym zastosowaniu skóra wizualnie się zmienia,  pojawia się uczucie, że skóra „pracuje”. Jest lepiej napięta, gładsza i wygląda świeżo. "


Moja opinia:
Intensywna 30-dniowa kuracja odmładzająco - wygładzająca Dermo Future składa się z trzech kompenentów:

Kapsułki elastyny zwiększające napięcie skóry - wyglądają jak leki, które można nabyć w aptece, dlatego bardzo ważne jest, aby nie zostawiać ich na widoku, zwłaszcza jeśli ma się dzieci. Umieszczone są one w plastikowym słoiczku i są białego koloru.

Aktywny kolagen w żelu - miałam okazję wypróbować go już solo. Szczegółową recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Kolagen umieszczony jest w szklanej buteleczce o pojemności 20ml. Do odmierzenia odpowiedniej ilości służy pipetka, która jest bardzo higienicznym rozwiązaniem. Kolagen jest bezwonny i ma postać bezbarwnego żelu.

Preparat dotleniający z koenzymem Q10 - zamknięty jest w plastikowym słoiczku o pojemności 50ml. Ma on postać żółtego treściwego, a zarazem puszystego kremu. 

Aby przygotować kurację wystarczy skorzystać z załączonej maleńkiej plastikowej miarki i mieszadełka. Widzicie je na zdjęciu powyżej. Otwieramy kapsułkę elastyny i jej zawartość przesypujemy do miarki. Kapsułki są mocno ze sobą zlepione, co z jednej strony jest dobre, gdyż same nie mają prawa się otworzyć w opakowaniu, a z drugiej strony trzeba się trochę namęczyć, by wysypać proszek w nich zawarty. Do elastyny dodajemy 3 miarki kolagenu, które to w łatwy sposób można odmierzyć pipetką. Za pomocą mieszadełka przygotowujemy miksturę. Elastyna łączy się z kolagenem, ale nie rozpuszcza się w nim.


Tak przygotowany preparat nakładamy na oczyszczoną wcześniej twarz, po czym zostawiamy go do całkowitego wchłonięcia. Po tym czasie nakładamy na twarz preparat dotleniający, który dzięki swej aksamitnej konsystencji dobrze się rozprowadza na twarzy.


Już po chwili od nałożenia czuć jak skóra pracuje. Wyraźnie się napina i lekko ściąga. Wykonywanie mimiki na czole staje się utrudnione, ale spokojnie to nie botoks. Nie wygląda się jak lalka bez emocji. Producent zaleca, aby stosować kurację na noc, kiedy to skóra najlepiej się regeneruje. Myślę,że oprócz tego, miał w tym też pewien ukryty cel. Otóż po nałożeniu mieszaniny z elastyny i kolagenu, ten drugi się wchłania, jednak elastyna zostaje na twarzy i przypomina mąkę. Po nocy większość jej znika, jednak trudno jest mi powiedzieć, czy się wchłania czy tylko wyciera w poduszkę. Rano skóra była ściągnięta, wygładzona i aksamitna w dotyku. Drobne zmarszczki mimiczne zostały wypełnione, co tylko świadczy o tym,że intensywna 30-dniowa kuracja odmładzająco - wygładzająca Dermo Future rzeczywiście działa. Jedynym minusem kuracji jak dla mnie jest to, że miałam po niej lekko wysuszoną skórę, oraz fakt, że kolagenu nie starcza na całą kurację.

Intensywną 30-dniowa kuracja odmładzająco - wygładzająca Dermo Future możecie kupić np. w sklepie internetowym tej marki. Jej koszt to 60zł

Ps Co do męża.. Jako, że jest on anty wszelkiemu rodzajowi mazideł , długo nie wytrzymał z tą kuracją, ale i tak jestem z niego dumna, że chciał chociaż spróbować.
Czytaj dalej »

11 lutego 2016

Płyn micelarny Hydrain3 Hialuro dla cery suchej Dermedic - skuteczny, choć czasochłonny demakijaż.

Od kiedy pierwszy raz użyłam płynu micelarnego ciężko jest mi wrócić do mleczek. Co prawda czasami się na nie skuszę, ale jest raz na bardzo długi czas, po czym zawsze ze skulonym ogonem wracam do miceli. Po prostu bardziej mi służą i jak dla mnie nie ma nic lepszego. Dziś w paru słowach przedstawię Wam płyn micelarny Hydrain3 Hialuro dla cery suchej marki Dermedic.

Opakowanie:
Plastikowa, przezroczysta butelka o pojemności 200ml, z zamknięciem typu klik.


Opis producenta:

Skład:


Moja opinia:
Płyn micelarny Hydrain3 Hialuro Dermedic jest przeznaczony jest dla cery suchej, ja mam mieszaną, ale coś mnie pokusiło i go kupiłam. To była dobra decyzja.

Płyn jest bezbarwny i ma konsystencję wody. Dzięki przezroczystemu opakowaniu widzimy poziom zużycia kosmetyku, co mi osobiście bardzo odpowiada. Nie lubię być zaskoczona w połowie demakijażu jego nagłym brakiem. Tutaj możemy kontrolować ubywający kosmetyk, więc nie czekają nas przykre niespodzianki.

Micel ma delikatny i świeży zapach. Przypomina mi trochę woń soli do kąpieli o morskim zapachu.


W użyciu spisuje się dobrze. Jest łagodny dla oczu, co stanowi mój priorytet w tego typu kosmetykach. Oczy nie pieką, nie szczypią. Właściwie nie czuć nic. Zupełnie jakby umyło się twarz świeżą wodą. Podobnie jest ze skórą twarzy - nie ma śladu podrażnienia, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie,że cera jest ukojona i zrelaksowana. 

Demakijaż przebiega bez problemu płyn micelarny Hydrain3 Hialuro dobrze usuwa każdy kolorowy kosmetyk. Jest on delikatny, dlatego trzeba zużyć sporo płatków, ale najważniejsze jest to, że jest skuteczny. Jak to się mówi coś za coś. Niestety z tego powodu nie jest on wydajny. Nie wypróbowałam go jedynie na kosmetykach wodoodpornych, gdyż takich nie używam. Kosmetyk ten nie wysusza skóry, cudownie ją odświeża i sprawia wrażenie jakby ją nawilżał.

Płyn micelarny Hydrain3 Hialuro dla cery suchej Dermedic często można znaleźć w promocji. W aptekach internetowych według Ceneo można go kupić już za 9,68zł
Czytaj dalej »

9 lutego 2016

Trwały fluid matująco-kryjący Perfect Matte Foundation Bell - tani i dobry.

Pewnego razu będąc na zakupach w Biedronce natrafiłam na trwały fluid matująco kryjący Perfect Matte Foundation marki Bell. Kompletnie go nie znałam, a że większość podkładów po lecie zrobiła się już za ciemna do gubiącej opaleniznę karnacji, to chętnie po niego sięgnęłam. I tak się zaczęła nasza mała - wielka przygoda.

Opakowanie:
Plastikowa tubka o pojemności 30 ml. Całość dodatkowo zamknięta jest w kartoniku, który od razu poszedł do kosza, dlatego nie załapał się na sesję.

Opis producenta:
"Zaawansowana technologicznie formuła fluidu zapewnia trwały, matowy makijaż przez wiele godzin. Specjalnie dobrana mieszanka pigmentów pozwala ukryć przebarwienia i niedoskonałości skóry, zachowując przy tym naturalny wygląd skóry bez "efektu maski". Dobroczynne działanie aloesu sprawia, że skóra jest aksamitnie gładka, dobrze nawilżona i zregenerowana. Zawiera wit, C i E oraz naturalny filtr UVB"

Moja opinia:

Trwały fluid matująco-kryjący Perfect Matte Foundation Bell kupiłam z ciekawości. Znam różne kosmetyki tej marki, ale fluidu jeszcze nie miałam. Kiedy zobaczyłam go w Biedronce, długo się nie zastanawiałam. Wybrałam odcień 03 Natural i pobiegłam do kasy zapłacić "zawrotną" cenę 9.90zł. Trochę się martwiłam czy ten odcień będzie dla mnie najlepszy, bo nie mam zwyczaju otwierać przed zakupem opakowań, ale okazało się,że był to strzał w dziesiątkę.

Perfect Matte Foundation 03 Natural ma beżowy kolor, który idealnie współgra z odcieniem mojej karnacji. Jego lekka konsystencja pozwala na łatwe i bezproblemowe rozprowadzenie go na twarzy i szyi. Podczas jego użytkowania nieco brudzi się jego ujście i nakrętka, co widać na zdjęciu poniżej, ale zupełnie nie przeszkadza mi to w warunkach domowych.


Fluid ten ma subtelny kremowy zapach. Od kosmetyków tego typu nie wymagam, żeby jakkolwiek pachniały, ale wyczuć go można tylko po powąchaniu bezpośrednio z opakowania.

Przy mojej mieszanej cerze spisuje się doskonale. Szczerze mówiąc nie oczekiwałam większych efektów za taką cenę, ale miło się zaskoczyłam. Perfect Matte Foundation nie tworzy smug i co ważne wraz z upływem godzin nie zmienia koloru, a pisząc wprost - nie ciemnieje. Krycie jest na dobrym poziomie. Nie borykam się z niedoskonałościami skóry takimi jak np wypryski, ale zaczerwienienia i cienie ukrywa bez zarzutów. Ładnie ujednolica przy tym kolor twarzy. Matuje na kilka godzin i nie wysusza przy tym cery, a wręcz powiedziałabym, że lekko ją nawilża.

Trwały fluid matująco-kryjący Perfect Matte Foundation Bell spełnił moje oczekiwania. Używałam go w okresie zimowym i moja opinia dotyczy jego zachowania w tych właśnie warunkach. Nie umiem powiedzieć jakby zachował się w lecie, dla mnie i tak wówczas byłby już za jasny.
Czytaj dalej »

7 lutego 2016

"Całuję. Mama." Monika Orłowska

"Całuję. Mama" autorstwa Moniki Orłowskiej jest moją pierwszą stycznością z twórczością tej pisarki. Książkę wygrałam w konkursie organizowanym przez Wydawnictwo Replika i od razu zabrałam się za jej czytanie. Cieszyłam się bardzo,że jest mi dane zapoznać się z najnowszym "dzieckiem" tej autorki. Jak wspominam to spotkanie?


Opis autora:


Głównymi bohaterami książki są trzy siostry Beata, Joanna i Paulina, które spotykają się w mieszkaniu zmarłej niedawno mamy, aby je uporządkować i zadecydować co zrobić z pozostawionymi przez zmarłą rzeczami. Opisywana historia rozgrywa się na przestrzeni pięciu dni. W tym czasie bardzo dobrze poznajemy bohaterki, które choć związane więzami krwi bardzo się od siebie różnią.

Beata to kobieta po czterdziestce, żona oraz matka trójki dzieci. Najstarszy syn jest już na studiach i planuje ślub. Wiodą szczęśliwe rodzinne życie.

Joanna to młodsza o 10 lat siostra, mężatka żyjąca w dostatku. Jest to typowa biznes woman, kobieta twarda, znająca swoją wartość, zadbana dyrektorka banku. Do pełni szczęścia brakuje jej tylko potomstwa, o które usilnie się małżeństwo stara, a każde niepowodzenie wywołuje u Joanny coraz większe frustracje.

Paulina - najmłodsza z sióstr, która niedawno wróciła z Londynu, gdzie zaczęła spełniać się jako projektantka. Paulina jest lekkoduchem, nie myśli o przyszłości, żyje z dnia na dzień.

Te pięć dni, które siostry spędziły razem okazały się być bardzo emocjonujące. Nie obyło się bez nerwów, krzyków i łez. Porządkując rzeczy matki bohaterki wspominają swoje dzieciństwo, które przypadało na czasy PRL-u. Starsze siostry przybliżają Paulinie te czasy, które najmłodszej wydają się być przerysowane. W miarę postępu prac, kobiety zauważają, że zaginęła pewna cenna rzecz z dobytku matki. Okazuję się,że zmarła w bardzo sprytny zadbała o to, aby siostry już zawsze były ze sobą blisko.Ich przemiana następuje pomału, ale jest zauważalna. Kobiety coraz bardziej się otwierają, co zacieśnia ich więzy. Czym jest ta zaginiona rzecz i co się z nią stało?Czy kobietom uda się ją odzyskać? Jaką wiadomość zostawiła im matka? Aby poznać odpowiedzi na te pytania zapraszam do lektury.

Po przeczytaniu tej pozycji stwierdzam,że Monika Orłowska jest mistrzynią w kreowaniu barwnych postaci. Mimo to "Całuję. Mama" mnie nie porwało. Po prostu ją przeczytałam i tyle, bez większych emocji. Myślę jednak,że miłośnikom gatunku ta pozycja przypadnie do gustu.

Autor: Monika Orłowska
Tytuł: "Całuję. Mama"
Wydawnictwo: Replika
Okładka: Miękka
Stron: 272
Premiera: 20 październik
Czytaj dalej »

6 lutego 2016

Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Gerovital H3

Uraczę Was dzisiaj pięknymi, jesiennymi zdjęciami. Nie, nic mi się nie pomyliło. Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Gerovital H3 zaczęłam używać właśnie jesienią i wtedy też zrobiłam mu sesję. Czas się rozliczyć z działania tego kremu. Czy zdziałał on cuda, czy raczej się na nim zawiodłam, a może jest to krem nie wyróżniający się od innych, które można znaleźć na drogeryjnych półkach? Już za chwilę się tego dowiecie.

Opakowanie:
Plastikowy, biały słoiczek o pojemności 30ml. Całość umieszczona jest w kartoniku, który stanowi dodatkową ochronę.

Opis producenta:

Skład:


Moja opinia:

Opakowanie przeciwzmarszczkowego kremu pod oczy Gerovital H3 oprócz kartonika, zabezpieczone jest złotkiem. Lubie tego typu rozwąizania. Jest to bardzo higieniczne i nie trzeba myśleć, czy ktoś przypadkiem nie otwierał tego opakowania.


Krem ma biały kolor i lekka konsystencje. Dzięki niej jest bardzo wydajny. Duże, 30ml opakowanie nie ułatwia sprawy. Wydawałoby się,że jest on bez dna. W końcu byłam już nim zmęczona i resztę kremu wyrzuciłam. Przeciwzmarszczkowy krem Gerovital H3 ma łagodny zapach, który przypomina woń popularnego kremu nivea.


Kosmetyk ten szybko się wchłania, dobrze sprawuje się też nałożony pod makijaż. Nie przedłuża on trwałości kolorówki, ale dba o to, aby wrażliwa skóra oczu była odpowiednio nawilżona. Samo nawilżenie oceniłabym na średnim poziomie. Zdecydowanie wole bardziej treściwe kremy, a już zwłaszcza o tej porze roku. Krem nie zminimalizował istniejących już zmarszczek, ale też podczas jego stosowania nie pojawiły się nowe. Odpowiadając na pytanie z pierwszego akapitu - uważam,ze jest to taki krem, który niczym się nie wyróżnia. Mimo, że nie był zły, to jednak ja od kremów pod oczy oczekuje więcej i dlatego już do niego nie wrócę. Zdecydowanie bardziej wole preparaty pod oczy o pojemności 15ml, nie muszę się wówczas stresować tym, czy uda mi się je zużyć w terminie.


Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Gerovital H3 kupilam w Drogerii Uholki za cenę ok 20zl
Czytaj dalej »

3 lutego 2016

Prosty przepis na pyszne pączki.

Nie do wiary, że święta wielkanocne w tym roku będą tak wcześnie. Już jutro tłusty czwartek.Tak więc jak wzorowa Pani domu wybrałam się dzisiaj na zakupy. Nie, nie kupiłam pączków, ale składniki na nie. To był mój pierwszy raz. W końcu musiałam zrobić coś innego niż coroczne oponki i udało się. To było łatwe, także od razu na gorąco dzielę się z Wami prostym przepisem na pyszne pączki.


Składniki:
1kg mąki tortowej
1/2l mleka
15dag drożdży
8 żółtek
1/3 szklanki oleju
1/4 kostki margaryny Palma
3 czubate łyżki cukru
szczypta soli
powidła


Wykonanie:
Na początek przygotujcie sobie jakieś duże naczynie, w którym będziecie mogli mieszać składniki. U mnie jest to miska, którą kupiłam specjalnie w celach spożywczych. Służy mi ona tylko do mieszania sałatek, czy ciast.

1. Pokruszcie drożdże, dodajcie żółtka i utrzyjcie te dwa składniki na gładką masę.


2. W tym samym czasie wrzućcie do garnka na mały ogień, cukier, margarynę, olej i mleko. Podgrzewajcie aż się rozpuści.


3. Kiedy przestygnie, wlejcie zawartość garnka do drożdży z żółtkami. Wsypcie mąkę wymieszaną ze szczyptą soli, po czym wymieszajcie składniki. Kolejny krok to ubijanie ciasta pałką 200 razy. Jeśli macie męża pod ręką, to poproście go o to, aby Was w tym wyręczył. Mnie osobiście było ciężko, ale dałam radę.


4.Odstawcie ciasto do wyrośnięcia.


5. Po wyrośnięciu ciasta, uformujcie z niego pączki i od razu nadziejcie je powidłami. Pamiętajcie, aby nie robić zbyt dużych kul, gdyż ciasto i tak jeszcze wyrośnie. Mi wyszły duże pączki.


6. Gotowe pączki odstawcie ponownie do wyrośnięcia, po czym pieczcie je w głębokim oleju.


 7. Po przestygnięciu. Posypcie cukrem pudrem przesianym przez sitko, lub polukrujcie.


Mmmm... pycha! Jestem pewna,że Wam zasmakują.
Czytaj dalej »

1 lutego 2016

Polecane, odradzane i te całkiem obojętne mi kosmetyki z ostatnich trzech (!!) miesięcy.

Zapraszam Was dzisiaj na zestawienie polecanych, odradzanych i tych całkiem obojętnych mi kosmetyków, które zużyłam w przeciągu ostatnich trzech miesięcy. Innymi słowy - denko w nowej odsłonie, z podziałem na kategorię na co warto zwracać uwagę, a czego unikać.


POLECANE - kosmetyki, do których będę wracać.


1. Szampon Diplona zwiększający objętość włosów - kupiony w Biedronce, nie wiem czy jest na stałe dostępny. Mnie służył do zmywania oleju z włosów i radził sobie z tym rewelacyjnie.

2. Żel do mycia ciała i włosów dla dzieci Ciało Plus Solutions Baby - nie wysusza skóry dziecka, a przy stosowaniu do mycia włosów, stają się one miękkie i lśniące. Więcej o nim TUTAJ.

3. Chłodzące mleczko do opalania z wapniem Ziaja Sopot Sun - znalazłam resztkę z wakacji i wyrzucam. Nie chcę,żeby kolejne pół roku czekało na swoją kolej. Ładnie pachnie i koi skórę.

4. Olej do włosów Dziki Kaktus Vatika - przelałam go do butelki z atomizerem i okazał się on bardzo wydajny. Sprawił,że włosy były miękkie, lśniące i sypkie. Więcej TUTAJ.

5. Skoncentrowane serum do pielęgnacji biustu Eveline Slim Extra 3D - piersi nie powiększa, tak jak to twierdzi producent, ale nawilża, ujędrnia, wygładza i ładnie uelastycznia skórę.

6. Olejek do kąpieli Spa Vintage Body Oil olej macadamia - bardzo przyjemny olejek, który pięknie pachnie (zapach nieco podobny do orzechów), dobrze się pieni i doskonale spełnia swoją podstawową funkcję myjącą.

7. Balsam do ciała z masłem shea pomarańcza i chili Organique - świeży, enegetyzujący i intensywny zapach z wyczuwalną wonią doprawioną nutką ostrości pomarańczy. Balsam doskonale nawilża i to na długo. Więcej TUTAJ.

8. Odżywcza poziomkowa pomadka ochronna do ust Perfect Care Hean - bardzo lubiłam tą pomadkę w sezonie wiosna - lato, zimą była dla mnie odrobinę zbyt lekka. Więcej TUTAJ.

9. Mydło The Secret Soap Store mielony bursztyn - niewielkich rozmiarów (jakieś 3 na 2 cm), ale bardzo wydajne, aksamitne i pięknie pachnące.

10. Krem do twarzy i ciała Babylove - dobrze nawilża i odżywia skórę dziecka, szybko się wchłania i nie tłuści skóry. Lubimy do niego wracać. Więcej TUTAJ.


11. Tonik do włosów i skóry głowy Placen Formuła hp - świetny i niestety drogi tonik, który sprowadził mi mój fryzjer. Zniwelował nieco wypadanie włosów i pojawiło się dzięki niemu sporo baby hair.

12. Sylveco lekki krem rokitnikowy - ma dość specyficzny, ziołowy zapach, który mi się nie podobał, ale w działaniu był przyjemny. Nie wywoływał podrażnień, ma naturalny skład i nawilżał cerę.

13. Szampon skrzyp polny Farmona - włosy nie przestały mi po nim wypadać, ale bardzo lubiłam go używać. Miał on ładny zapach, dobrze się pienił i sprawiał,że włosy były miękkie.

14. Aktywny kolagen w żelu Dermo Future - ładnie napina, wygładza nieco skórę, sprawia,że staje się ona sprężysta. Więcej TUTAJ.

15. Płyn do higieny intymnej AA Intymna Fresh - płyn miał żelowo - galaretkowatą konsystencję i przyjemny zapach. Delikatny dla okolic intymnych, nie wywoływał podrażnień.

16. Maska z aktywną keratyną i płynnym złotem Tahe - rewelacyjna! Nie plącze włosów, nie obciąża ich. Włosy były odbite od nasady, miękkie, lśniące, puszyste i pachnące. Więcej TUTAJ.

17. Jedwabna kuracja Marion - miękkie, lśniące, wygładzone i błyszczące włosy to jej zasługa. Więcej TUTAJ.

18. Dwupak mydeł dla dzieci Oilan - pokochała je cała rodzina. Delikatny ładny zapach, dobrze się pienią, łagodne dla skóry osób w każdym wieku.

19. Peeling do ciała passiflora The Secret Soap Store - pięknie pachnie, skutecznie usuwa martwy naskórek, relaksuje. Można go kupić na gałki. Więcej o nim TUTAJ.

20. Płatki kosmetyczne Carea.

OBOJĘTNE - kosmetyki, do których najprawdopodobniej już nie wrócę.


21. Mleczko do mycia twarzy i szyi z jedwabiem BingoSpa - bardzo wydajne, łagodny zapach, dobrze usuwał resztki makijażu, ale denerwowało mnie, że skóra po jego użyciu była ściągnięta. Więcej TUTAJ.

22. Serum czekoladowo -papajowe do pielęgnacji ciała BingoSpa - po jego użyciu skóra była nawilżona, miękka i pachnąca, ale nie zachwycił mnie skład. Poza tym od serum oczekuję dużo więcej. Więcej TUTAJ.

23. Arganowy krem pod prysznic z brzoskwinią BingoSpa - producent obiecuje gruszki na wierzbie, a tak na prawdę to jest zwykły żel jakich wiele. Więcej TUTAJ.

24. Podkład Stay Matte Rimmel - zbita konsystencja, dobre krycie, chowa wszelkie zaczerwienienia i niedoskonałości skóry, ale podkreśla też suche skórki. Więcej TUTAJ.

25. Baza pod makijaż very me Oriflame - lekko przedłużała trwałość makijażu, ale szału nie było.

26. Lakier do paznokci Laura Conti - ładny kolor, krycie już po pierwszej warstwie, szybko wysycha. Niestety na jego minus jest to,że jest nietrwały.

27. Krem z filtrem SPF 6 dla dzieci i niemowląt Ziajka - ma ciężką konsystencję i ciężko się rozsmarowuje. Użyłyśmy może ze dwa razy, bo córa się zbuntowała i nie chciała tego całego wcierania.

ODRADZANE:


28. Głęboko odżywczy krem do rąk i stóp Ziaja - okropny z parafiną na pierwszym miejscu w składzie, dłonie były nim oblepione, podobnie jak stopy. Wyrzucam.

29. Fa floral protect - bardzo nieskuteczny dezodorant, nie chroni przed potem i ma duszący zapach. Więcej TUTAJ.

30. Delikatny płyn do demakijażu oczu Dermo Future - okropny. Z dnia na dzień oczy mnie coraz bardziej szczypały, więc go odstawiłam. Wypróbowałam go w demakijażu twarzy i od razu pożałowałam - miałam tak czerwoną i poparzoną twarz, że przez dwa tygodnie musiałam dochodzić do siebie. Więcej TUTAJ

31. Płyn micelarny BingoSpa - mogłabym po prostu przepisać to, co napisałam powyżej. Więcej TUTAJ

32
. Błyszczyk do ust - pojęcia nie mam jakiej marki, dostałam w prezencie od koleżanki. Nie nawilżał on jednak ust.


Całą resztę stanowią próbki i saszetki, których też się trochę nazbierało.
Z przyjemnością pozbywam się tych śmieci i czuję się o niebo lepiej. W końcu ład i porządek i..  początek nowego zbieractwa.
Czytaj dalej »